AC/DC - Rock Or Bust

Grają od lat tak samo i niezmiennie porywają do rockowej zabawy. AC/DC po raz kolejny pokazuje jak należy grać rock'n'rolla.
"Rock Or Bust" to już szesnasta płyta w dyskografii AC/DC, ale ukazuje się w szczególnie trudnym czasie dla tej grupy. Gitarzysta Malcolm Young trafił z demencją do domu opieki, zaś perkusista Phil Rudd po raz kolejny uwikłał się w poważne problemy z prawem i niewykluczone, że będzie musiał spędzić jakiś czas za kratkami. W tej sytuacji premiera "Rock Or Bust" powinna być zastrzykiem pozytywnej energii zarówno dla pozostałych muzyków AC/DC, jak i dla fanów zespołu.
AC/DC to jednak fenomen. Wszyscy wiemy, że na kolejnej płycie nas niczym nie zaskoczą, a pomimo to, każda premiera ich nowego materiału jest wydarzeniem, na każdy album czekamy z zainteresowaniem i co najważniejsze, AC/DC nas nie zawodzi. "Rock Or Bust" to jedenaście kompozycji zbudowanych na ciętych, soczystych gitarowych riffach produkowanych przez Angusa Younga i rytmicznie pracującej sekcji rytmicznej. Całość uzupełniona charakterystyczny śpiew Briana Johnsona. Nie brakuje, rzecz jasna, "stadionowych" chórków a la nieśmiertelne "Highway To Hell". I myślę, że nie jest dziełem przypadku, że aż cztery z jedenastu kompozycji na tej płycie (plus nazwa albumu) mają w tytułach słowo "rock".
Oczywiście, można by zarzucić zespołowi, że od blisko 35 lat gra to samo, że się powtarza, a nawet to, że jest odporny na jakiekolwiek próby odświeżenia brzmienia. Można by, ale po co? Robią to, co umieją robić najlepiej i robią to dla milionów fanów, którzy ich za to kochają. I jestem przekonany, że takie kompozycje jak: "Rock Or Bust","Play Ball", "Miss Adventure" czy "Baptism By Fire" będą absolutnymi hitami na nadchodzącej, światowej trasie koncertowej AC/DC. A energii, jaka bije z tego albumu mogło by pozazdrościć wiele młodszych zespołów. Poprostu: fajna płyta.




