A-ha - True North

RecenzjaJakub OślakA-haSony Music Polska2022
A-ha - True North

Trio A-ha wydało piękny marzycielski album "True North". Płytę zrecenzował dla nas Jakub Oślak.

A-ha bardzo lubią wracać, podobnie jak Deep Purple. Każdy ich powrót przynosi nowy album i styl – wystarczy wspomnieć oniemienie jakie wywołali w 2000 r. płytą Minor Earth | Major Sky, będącą wyraźną odskocznią od brzmienia, które wyniosło ich na szczyt w latach 80. Od tamtej pory regularnie kończą z nagrywaniem i sceną, aby po kilku latach przynieść zupełnie świeży album. Podobnie dzieje się teraz – po Foot of the Mountain i triumfalnej trasie pożegnalnej miało już nic nie być. Tymczasem po kilku latach dostaliśmy Cast in Steel, kolejną trasę i kolejny koniec; a teraz, po ‘globalnym hiatusie’ w postaci lockdownu, przynoszą nam zupełnie nowy materiał w postaci True North, do którego dobrze udokumentowane nagrania miały miejsce w 2021 r. w Norwegii.

Płyta wita efektowną, nietypową okładka, która w kombinacji z tytułem sugeruje materiał kogoś zgoła innego, chociażby rodaków A-ha w postaci Jana Garbarka lub Geira Jensena (Biosphere). W rzeczywistości, True North wcale nie jest aż tak odległe od onirycznych przestrzeni z jakich słyną wspomniani muzycy. Nowe kompozycje są niezwykle marzycielskie, sentymentalne, wręcz poetyckie. Morten, Magne i Paul bardzo dobrze ‘starzeją się’, nie udając tych samych bożyszczy tłumów, jakimi byli w latach 80. Ich materiał zmienia się wraz z nimi – nowe A-ha jest spokojne, kontemplacyjne, chwytające chwile wśród dzikich, pięknych krajobrazów północnej Norwegii. Ich nowa muzyka to nie masowe przeboje, lecz próby dotarcia do serc słuchaczy na poziomie osobistym i indywidualnym.

A-ha ewidentnie spodobała się regularna współpraca z orkiestrami. Najpierw mieliśmy kameralne aranżacje ich klasycznego materiału ukazane światu w postaci MTV Unplugged (Summer Solstice); później doszedł koncert w Hollywood Bowl już w towarzystwie pełnej orkiestry. A teraz, muzycy klasycznie wykształceni towarzyszą A-ha od samego początku w procesie tworzenia płyty – cały premierowy materiał został pomyślany i zaaranżowany pod stałą obecność artystów z Norwegian Arctic Philharmonic Orchestra, a ich wpływ na kształt i styl True North jest fundamentalny. Sekcje dęte, smyczkowe i perkusyjne nie tylko nadają brzmieniu przestrzeni, powagi i ciepła, ale także aurę sentymentalności i sielskości, odmienne od stereotypowo kojarzonej zimnej i stoickiej Norwegii. 

True North wypełniają piękne, ujmujące piosenki ułożone w efektowny, płynny album. Po chwytliwych klawiszowych melodiach nie ma śladu. A-ha z super-gwiazd popu stali się wytrwanymi muzykami, którzy rezydują w sali balowej 5-gwiazdkowego hotelu gdzieś w górach; a skojarzenia z ostatnimi albumami Arctic Monkeys nasuwają się same. „I'm In”, “True North”, “Bumblebee”, “Bluest Of Blue”, “Summer Rain” (lato i deszcz powracają w tytułach A-ha), i “Oh My Word” to piękne pocztówki z dalekich krain przesłane przez zespół który nie potrafi rozstać się z muzyką. A-ha zmieniają się, czyniąc to godnie, efektownie i interesująco, nawet jeśli ich współczesne oblicze jest jak najdalsze od albumu, który ich zdefiniował i wystrzelił w kosmos - Hunting High And Low.


Powiązane materiały