Alison Goldfrapp - The Love Invention

RecenzjaAlison GoldfrappBMG2023
Alison Goldfrapp - The Love Invention

To musiało prędzej czy później nastąpić: Alison Goldfrapp wydała solowy album, bez udziału Willa Gregory.

To także pierwsza od 6 lat płyta sygnowana jej nazwiskiem, kiedy duet wydał na świat bardzo udane, chociaż przemilczane "Silver Eye". Od tamtej pory nastąpiła wymowna cisza, która mogła oznaczać wszystko - ale na pewno nie to, że Alison czegoś nie gotuje. Jej solowy album jest tak naprawdę spełnieniem jej muzycznych ambicji, jakie wielokrotnie przemycała w duecie, ale nigdy do tego stopnia. To w pełni taneczny album, tradycyjnie eksplorujący klubowy kicz ubiegłych dekad, ale jednocześnie gotowy na oddanie się w pełni współczesnym, nowoczesnym standardom muzyki pop.

Zabawa muzyką disco, house, oraz dance w stylu lat 80 to nic nowego w repertuarze Goldfrapp - wystarczy przypomnieć jej albumy "Black Cherry", "Supernature" oraz "Head First". Z drugiej strony, ta elastyczna wokalistka wydała w duecie 23 lata temu wiekopomne "Felt Mountain", które z jej nową muzyką nie ma nic wspólnego; poza głosem. Alison, podobnie jak Roisin Murphy, dysponuje giętkim wokalem, który spaja się z muzyka do jednolitej transmisji dźwiękowej. Jest to ważna cecha przy produkcji tak elektronicznego, tanecznego albumu jak właśnie "The Love Invention", gdzie głos i syntezatory brzmią zgodnie, w pełnej symbiozie, nie wychodząc przed szereg i nie dominując brzmienia.

Wspomniałem o Roisin Murphy, która także opuściła swoje macierzyste Moloko, aby oddać się bardziej popowym, tanecznym brzmieniom. To właśnie do jej ostatniego albumu, Roisin Machine, porównałbym klimat, brzmienie i estetykę "The Love Invention". To jest ta sama parafia, gdzie głosi się słowo nowej muzyki disco, opartej na retro klimacie, ale celebrującej futurystyczną teraźniejszość. Innym punktem odniesienia dla nowego albumu Goldfrapp jest jej ostatni owoc współpracy z Royksopp w postaci cudownego numeru „Impossible”. To było swoiste preludium do klubowego dynamitu jakim są „Gatto Gelato”, „Digging Deeper Now”, „NeverStop”, czy tytułowe „Love Invention”.

"The Love Invention" to fantastyczny album, który nie tylko zaraża rytmem, syntetycznymi motywami, idealnie dopasowanym wokalem, ale odurzająca estetyką futurystycznego klubu, w którym wszyscy żyjemy. W stworzeniu tego klimatu pomógł Alison mistrz takich sztuczek, Richard X, z którym w przeszłości spotkała się przy "Head First"; stąd podobieństwo tych płyt. Alison spełnia tu swoje marzenie: staje się dyskotekową diwą, taką jak: Anita Ward, Gloria Gaynor czy Donna Summer. Wystarczy posłuchać „In Electric Blue”, aby jej ambicje stały się jasne. To wyraz miłości do retro estetyki i bycia gwiazdą tanecznego popu, ale bez skandali Madonny, nachalności Lady Gagi i dworzan Taylor Swift.

JAKUB OŚLAK

Powiązane materiały