Anohni & The Johnsons - My Back Was A Bridge For You To Cross

Po zawieszeniu działalności zespołowej w 2015, Anohni And The Johnsons powracają w nowej odsłonie, z nowym materiałem.
‘Powrót’ to nie najtrafniejsze określenie – zespół przeszedł gruntowną metamorfozę, wraz z samą Anohni, która w 2016 przestała identyfikować się jako Antony. Jakby dla podkreślenia tej przemiany, wydała wówczas swoją pierwszą solową płytę, "Hopelessness", w oderwaniu od zespołu – elektroniczną, awangardową, jakże inną od dzieł The Johnsons. Ten zespół, od początku istnienia nie wydaje słabych płyt, a krytyka prześciga się w obdarowywaniu Anohni komplementami i nagrodami. Taka reputacja obliguje; być może właśnie dlatego trzeba było czekać dobrych kilka lat na znak życia, nie tylko samej Anohni, ale także The Johnsons. Na szczęście, są już z powrotem, w mocno potasowanym składzie; ale znakomita muzyka pozostaje niezmiennie na swoim miejscu, a nowy album jest godzien stania w szeregu z "I Am a Bird Now" czy "The Crying Light".
To, co najważniejsze - chociaż The Johnsons kontynuują swoje tradycyjne kameralne brzmienie, materiał zgromadzony na "My Back Was A Bridge For You To Cross" nie wraca do punktu wyjścia, lecz przejmuje pałeczkę i kontynuuje rozpoczęty bieg. Od początku słychać wyraźnie, że wracamy do znajomych miejsc, które mimo to, wyglądają inaczej. Melancholia i smutek mieszają się ze śmiałym sięganiem do sztuczek awangardowych, art-rockowych, alt-popowych, a nawet easy listening. Takie numery jak „Silver of Ice”, „It Must Change”, czy „Why Am I Alive Now?” brzmią tak, jakby zespół grywał już nie tylko w onirycznych wymiarach klubu Roadhouse w miasteczku Twin Peaks, ale także na tych samych salonach, co współczesne oblicze Arctic Monkeys. Anohni czaruje śpiewem, ekspresją, oktawami, słowami, po mistrzowsku balansując pomiędzy intymnymi, nostalgicznymi, sennymi, niemal żałobnymi balladami, a euforycznymi, pełnymi dumy i radości wokalizami.
Pomimo tradycyjnego ładunku smutku i frasunku, jaki od początku charakteryzuje muzykę Anohni and the Johnsons, "My Back Was A Bridge For You To Cross" nie zostawia słuchacza we łzach i złości. Jak każda ich płyta, tak i ta przynosi stan duchowego oczyszczenia, pokrzepienia serc i relaksu duszy. Anohni przez cały czas zmaga się z własnymi demonami, lecz lata ciszy z jej strony, spędzone niewątpliwie na nabieraniu motywacji i inspiracji sprawiają, że w jej głosie słychać pewność siebie i siłę, jaką parokrotnie wydawało się, że nienasycony świat jej odebrał. Takie numery jak „Rest”, „Can’t”, „Scapegoat” czy „You Be Free” to arcydzieła same w sobie, w których odczujemy zarówno wpływy Nicka Cave’a i The Bad Seeds, jak i Eltona Johna, Sigur Rós, a nawet Davida Sylviana. Za każdym przesłuchaniem płyta odkrywa nowe szczegóły i smaczki, a osobista siła z niej płynąca jest coraz bardziej zaraźliwa. To kalejdoskop emocji, dla każdego inny, lecz jednakowo sugestywny.
JAKUB OŚLAK

