Appleseed - Earn Heaven

RecenzjaAppleseedOskar2023
Appleseed - Earn Heaven

Poznańska formacja Appleseed, łącząca brzmienia prog-rockowe z alternatywą, wróciła z nowym albumem „Earn Heaven”., który jest pierwszym wydawnictwem tego zespołu od dekady.

Od wydania poprzedniej płyty zespołu „Heat From The Sun”, minęło prawie 10 lat. Zespół w tym czasie głównie koncertował. Przeszedł też jednak jedną poważną zmianę składu – wokalistę Radosława Grobelnego zastąpił Krzysztof Podsiadło, znany z Abstrakt. Zanim więc grupa przystąpiła do rejestracji nowych pomysłów, musiała się zgrać z nowym śpiewakiem. Proces twórczy przebiega jednak w specyficzny sposób – dwa razy w roku członkowie Appleseed wyjeżdżają na swoisty ‘wypad kompozytorski’ poza miasto, by tam w spokoju przygotowywać muzykę. Przez to być może dany materiał powstaje dłużej, ale jest znacznie bardziej dopracowany. I taki jest również „Earn Heaven”.

Kompozycje bardziej złożone przeplatają się tu z utworami nieco prostszymi, odrobinę piosenkowymi. Do tej pierwszej grupy zaliczyć można dynamiczny „False Idol”, gdzie prym wiodą gitarzysta Wojciech Deutschmann i klawiszowiec Wojciech Ślepecki; niepokojący „Take Me” z mocno zaakcentowaną partią basu Filipa Bieleckiego, czy dość epicki, zamykający album „Behind A Smile”, gdzie nagromadzenie brzmień czyni z Appleseed niemalże orkiestrę. Na drugim biegunie mamy kompozycje nieco bardziej nośne, jak otwierające płytę „Full Time Dreamers”, gdzie w niespełna 4 minuty dość rytmiczny bit panowie ‘obudowują’ kilkoma popisowymi partiami; nostalgiczna, przepełniona tęsknotą „California”, czy znany z singla „Rise Up!”, będący idealną progrockową ‘radiówką’.

„Earn Heaven” to płyta dość pieczołowita. Wymaga co najmniej kilkukrotnego odsłuchu, do którego zachęcam, by w pełni odkryć tę muzyczno-liryczną złożoność. Później zdecydowanie łatwiej odnaleźć się w tej przestrzeni, gdzie co i rusz trafiają się aranżacyjne niespodzianki.

MACIEJ MAJEWSKI

Powiązane materiały