Austra - Future Politics

RecenzjaJakub OślakAustraDomino / Sonic Records2016
Austra - Future Politics

Kanadyjski projekt Austra powraca z nową płytą i tym samym umacnia swoją coraz jaśniejszą gwiazdę na nieboskłonie wciąż ewoluującego electro-popu.

„Future Politics” to, być może, nic nowego dla tych, co już poznali talent Katie Stelmanis i jej towarzyszy; jednakże, to świetna – bo najlepsza z dotychczasowych – okazja do przyjrzenia się jej bliżej.

Dla samej Austry nowy album to koronacja dotychczasowych wysiłków. Piosenki są dopieszczone, ale nie przekombinowane. Są wśród nich dwa natychmiastowe przeboje. Są także „wypełniacze”, które scalone razem tworzą niejednolity, intrygujący krążek. W ich brzmieniu słychać rosnącą pewność siebie, która przekłada się na entuzjastyczne i owocne poszukiwania i rzemiosło.

„Future Politics” potwierdza hipotezę, że w elektronicznym popie najlepiej spełniają się kobiety. Warto przywołać kilka najważniejszych nazw z ubiegłych dekad: Propaganda i Book of Love, Miss Kittin i Ladytron, Chicks on Speed i Fever Ray, czy wreszcie Grimes. Austra to kolejna perła w tym sznurze, która nadal przesuwa horyzonty tego gatunku i wyciąga z niego kolejne niespodzianki.

To właśnie największy atut tego albumu. Katie Stelmanis posiada głos i ekspresję wokalną wybitnie nie electro-popową – zbyt dużo jest w niej emocji. Bardziej przypomina teatralność Florence Welsh, niż komputerowy chłód Helen Marnie. Dużo jest w niej zaś nordyckiej enigmatyczności, jaką prezentuje Karin Dreijer Andersson. To misz-masz skrajności, co czyni ją tym bardziej intrygującą.

Od strony muzycznej jest jeszcze ciekawiej. „Future Politics” to futurologia, która kiedyś przyśniła się pionierom electro-popu, takim jak O.M.D. czy The Human League. To muzyka, w której syntezator przestaje być obiektem kpin i fascynacji, pożądania i mody na retro, a zaczyna być czymś zwyczajnym, dostępnym w każdym domu, jak kuchenka mikrofalowa. Tabula rasa. I duże wyzwanie dla muzyków.

W tym właśnie drzemie największa siła „Future Politics”. To ten moment, gdy syntetyczny pop nabiera cech normatywnych dla całej muzyki rozrywkowej. Żyjemy w czasach, które jeszcze tak niedawno wydawały się nieosiągalnym jutrem. Austra rozumie ten etos i wykorzystuje kontrast suchej syntezy melodii i rytmów z niezwykle organicznym głosem Stelmanis, aby odnaleźć swoje ja.

I czyni to w nader efektowny sposób. To triumf wizji, jaką wiele lat temu roztaczał Kraftwerk: człowiek-natura-technologia. Te trzy elementy w niezwykłej symbiozie dostarczają porywające przeboje, takie jak „I Love You More Than You Love Yourself” czy „Freepower”. Oraz nader intrygujący album, zgodny z duchem czasu i zapowiadający ciekawą, elektroniczną przyszłość. 


Powiązane materiały