Band Of Horses - Why Are You OK?

RecenzjaJakub OślakBand Of HorsesInterscope Records2016
Band Of Horses - Why Are You OK?

Band of Horses to jedni z najznakomitszych przedstawicieli nowej, młodej americany, rewitalizującej dawne wartości klasycznego, rockowego piosenkopisarstwa. O ich nowej płycie napisał Jakub Oślak.

Należą do pokolenia oglądającego się na dziedzictwo takich klasyków jak Neil Young, The Band czy nawet The Beach Boys. Ich muzyka udanie wpisuje się w folkujące rockowe trendy będące współczesnym tłumaczeniem gitarowych piewców prostoty i wolności muzycznej sprzed dekad. Mają na swoim koncie sukces komercyjny i artystyczny, opiekę znakomitych wytwórni, ale też niezliczoną ilość zmian personalnych. Ich konsekwencja i zaangażowanie w ciągnięcie tego dyliżansu przez prerie Ameryki to niewątpliwie zasługa lidera, Bena Bridwella, który od 10 lat niestrudzenie realizuje swoją muzyczną misję.

I oto dostajemy ich piąty album studyjny, „Why Are You OK”, którego tytułowe przenikliwe pytanie zadała Bridwellowi z dzieciecą bezpośredniością jego kilkuletnia córka. Słuchając tej płyty nie mogę oprzeć się próbom odpowiedzi na to pytanie – co sprawia, że Band of Horses są w porządku? Kolejny ich album nie odbiega znacząco od poprzednich; to materiał, który łatwo określić jako dosyć jednolity, nie niosący żadnych konkretnych zaskoczeń ani radykalnych rozwinięć. Mimo to, słuchanie go przynosi dużą satysfakcję. Być może mają na to wpływ okoliczności – w cieple lata, wśród zieleni i zapachu roślin umysł ludzki jest przyjaźniej nastawiony na impulsy, bez chronicznej potrzeby kontestacji całej otaczającej rzeczywistości. Ale czyż nie jest to właśnie całym sednem ich muzyki?

Terytoria „Why Are You OK” są znajome sympatykom zespołu, znającym ich dotychczasowe dokonania. To pochwała niedzielnego poranka, postoju w blasku słońca i aromacie róż, przed udaniem się w dalszą, dożywotnią drogę. To swoisty rockowy impresjonizm, zatrzymujący czas w zachwycie nad pięknem krajobrazu otwartych amerykańskich przestrzeni oraz iluzorycznej idylli przezeń płynącej. Niespieszne, relaksujące ballady elegancko współgrają z mocniejszym uderzeniem w elektryczne gitary, a piach spod kół starego Forda cabrio opada w spokoju na samotną autostradę. Trywialne? Być może. Ale nadal ciekawe i relaksujące, doskonale odpowiadające romantycznym nastrojom w stylu vintage i koegzystencji brodatej tradycji z rozpędzoną nowoczesnością. 

Powiązane materiały