Belle And Sebastian - Late Developers
Istniejący od 27 lat szkoccy indie-popowcy wydali niespodziewanie nową płytę - następcę pochodzącego z 2022 roku krążka "A Bit Of Previous".
U Belli i Sebastiana wszystko po staremu. Poczynania muzycznego kolektywu zacząłem śledzić jeszcze w latach 90, i od tamtej pory zadaję sobie pytanie, czy oni kiedykolwiek bywają smutni? Czy do ich muzyki kiedykolwiek zakradnie się choć trochę melancholii i spleenu, jakie typowo kojarzymy z zespołami ze Szkocji? Te ich ciepłe, wesołe piosenki zaaranżowane w stylu chamber-pop to ich znak rozpoznawczy, a także przepustka do innego świata dźwiękowego, jaki otworzył się przed nami 25 lat temu. Po co zatem to zmieniać? Skoro przepis działa i co raz zbiera pozytywne opinie krytyki oraz fanów, to czy jest sens na siłę wprowadzać tu innowacje? Sprawa jest dyskusyjna, albowiem lubimy, gdy w muzyce coś się zmienia, z płyty na płytę, co 1-2 lata. Długowieczne dyskografie są jak serial: podziwiane chronologicznie wciągają i bawią kolejnymi odcinkami, ale przede wszystkim ewolucją ‘akcji’ i głównych bohaterów, którzy przeżywają przygodę swojego życia, jaką jest muzyka.
Zatem, nowy album Belle & Sebastian to kolejna część ich mydlanej opery, która, o dziwo, przyciąga uwagę słuchaczy. "Late Developers" to jest to samo brzmienie, jakim zespół oczarował nas swoim debiutanckim "If You're Feeling Sinister", przełomowym "The Boy With The Arab Strap", a potem kolejno "Fold Your Hands Child", "You Walk Like A Peasant", oraz "Dear Catastrophe Waitress". To jest ta sama estetyka, słodki głos i kolorowy świat Stuarta Murdocha, kobiece wokale w duecie oraz w scenograficznym chórze, oraz indie-rockowy zestaw instrumentów występujących na tle orkiestry dętej oraz smyczkowej. Stuart opowiada nam słowami piosenek o swoich nastrojach, przygodach dnia codziennego, snach, marzeniach, ogólnie zwierza się z codziennego życia. Towarzysząca temu muzyka jest na swój sposób telewizyjna, przyjazna, a jednocześnie inteligentna i obmyślona. Nie ma wątpliwości, że jest to muzyka prawdziwa, a tworzący ją ludzie to osłuchani, inteligentni artyści.
Czy zatem mam tak naprawdę jakikolwiek powód czepiać się Belli i Sebastiana o to, że ich kilkunasty już album brzmi tak samo, jak pierwszy? To żaden argument, a bardziej stwierdzenie pewnego faktu. "Late Developers" jest tak samo dobrym krążkiem jak każdy, który wcześniej Belle & Sebastian wydali. Powiem nawet, że tak wyczekiwana nutka melancholii da się tu dosłyszeć, chociażby w „Juliet Naked”, w chwytliwym, melodyjnym „When We Were Very Young”, a wreszcie w być może najciekawszym na płycie numerze „The Evening Star”. Być może jest to kwestia głosu Stuarta, oraz jego młodzieńczego ducha i stylu bycia, ale ten zespół nie ima się upływowi czasu. Po prostu robią dalej swoje i robią to przekonująco, wiarygodnie, prawdziwie, wciągająco i fachowo. Ich muzyka to ‘kieszonkowa symfonia’, tak jak ją sobie obmyślił przed latami Brian Wilson, ale podana w domowym cieple grzejników i kolorowych obić foteli, ze sporą dozą ironii, jakie znamy choćby ze Stereolab.
JAKUB OŚLAK

