Bruce Dickinson - The Mandrake Project

Aż 19 lat trzeba było czekać na kolejny solowy album Bruce’a Dickinsona. „The Mandrake Project” powstawało jednak jeszcze dłużej.
Bruce Dickinson to człowiek przede wszystkim skoncentrowany na Iron Maiden i pilotowaniu Boeingów (także zespołowego). Ostatnie lata naznaczone nie tylko kolejnymi trasami z jego macierzystą formacją, ale także wygraną walką z rakiem, który dopadł go dekadę temu. Jeżeli ktoś ma jeszcze jakiekolwiek wątpliwości wobec formy wokalnej Bruce’a, to „The Mandrake Project” powinien go spokojnie ich pozbawić. Jest to bowiem najlepiej zaśpiewana płyta wokalisty w całym jego solowym dorobku.
Począwszy od mocnego początku, który poznaliśmy już pod koniec listopada ubiegłego roku, kiedy to na singlu ukazał się „Afterglow Of Ragnarok”. Kapitalny niski, orkiestrowy i wielobarwny riff autorstwa Roya Z, wieloletniego współpracownika Dickinsona, robi tutaj znakomitą robotę. Sam głos Bruce’a brzmi mocno, potężnie i nośnie. Dalej jest jeszcze bardziej melodyjnie, a wzbogacone brzmieniem klawiszy Maestro Misteria, budzi pewne skojarzenia z twórczością Deep Purple. A gdy dodamy do tego solówkę Roya Z (ustępującą w pewnym momencie wokalowi Bruce’a) - mamy jeden z największych przebojów na płycie. Dużo mroczniej prezentuje się natomiast „Rain On The Graves”, które zainspirowała ponoć wizyta Bruce’a na grobie Williama Woodswortha - angielskiego poety romantycznego, autora „Preludium”. Tu oprócz kapitalnego riffu, ponownie świetne wrażenie robią klawisze Maestro Misterii, które brzmią niczym z horroru. Spore wrażenie robi także narastający „Resurrection Men”, gdzie dość westernowa aura nadająca ton całości utworu, miesza się z heavy metalowym kanonem z właściwie kilku dekad. Świetny patent, pokazujący, że Bruce’owi absolutnie nie są obce inspiracje z innych, ciężkich muzycznie klimatów. Orkiestrowo wypada natomiast „Fingers In The Wounds”, gdzie głos na przemian zaskakująco jednocześnie podkreśla metrykę wokalisty i jej przeczy. Co ciekawe – znalazło się tu też miejsce na elementy… orientalne, a nawet industrialne! A skoro już wspomniałem orientalizmach – „Eternity Has Failed" (którego pierwotną wersję znamy maidenowego „The Book Of Souls”) raczy niesamowitym klimatem w długim wstępie, dość przebojową dramaturgią całościową (kapitalne sola klawiszowe i gitarowe – gościnnie zagrał tu Gus G), a przede wszystkim - absolutnie mistrzowskim wokalem Bruce’a . Z kolei w „Mistress Of Mercy” upatruję pewniaka koncertowego, bowiem utwór błyszczy przebojowością i efektownym riffem. Nie zabrakło też miejsca na balladę – tę stanowi na „The Mandrake Project” dość łagodne „Face In the Mirror”. Balladowo zaczyna się także „Shadow Of The Gods”, w którym pierwszą partię zaśpiewać miał podobno nieodżałowany Ronnie James Dio. Od połowy jednak utwór przechodzi szybszą część, której nie powstydziliby się… Judas Priest, by pod koniec wrócić do przejmująco-dickinsonowskiej aury. Album zamyka natomiast epicka, niemalże dziesięciominutowa „Sonata (Immortal Beloved)”, gdzie klimaty mieszają między delikatnym, a narastającym, syntetycznym(!) i… progresywnym. Znakomite, filmowe wręcz zwieńczenie.
Nie miałbym nic przeciwko temu, by Bruce Dickinson wrócił do częstszego nagrywania solowych albumów. „The Mandrake Project” pokazuje, że wokalista wraz z Royem Z wciąż mają mnóstwo, często nieoczywistych pomysłów, które spokojnie mogliby wykorzystać na kolejnych płytach. A jak to będzie brzmiało na żywo, będziemy mogli przekonać się już 6 czerwca, kiedy to Bruce Dickinson wystąpi jako jeden z headlinerów Mystic Festiwal w Gdańsku.
P.S. “The Mandrake Project” to także… komiks o tym samym tytule, którego współautorami są sam Dickinson oraz scenarzysta Tony Lee - autor takich dzieł jak np. “Dr. Who i rysownik Staz Johnson, rysujący dla wydawnictwa 2000A. Okładki natomiast wykonał wielki mistrz Bill Sienkiewicz. Komiks zostanie wydany w postaci 12 książek, które razem stworzą cykl 3 serii historycznych.
MACIEJ MAJEWSKI



