Daughter - Stereo Mind Game

RecenzjaDaughter4AD2023
Daughter - Stereo Mind Game

Ukazała się trzecia pierwsza od 7 lat płyta studyjna londyńskiej formacji Daughter zatytułowana "Stereo Mind Game".

Poławiacze pereł z 4AD nie próżnują – i nawet jeśli w opinii wielu ich współczesna, bardziej komercyjna inkarnacja nie jest tym, czym była w latach 80., to nadal jest to znak jakości i gwarant poziomu i estetyki prezentowanej muzyki. Londyńskie trio Daughter zostało złowione przez 4AD 10 lat temu; od tamtej pory dali się poznać jako twórcy muzyki z pogranicza indie rocka, folku i typowych dla 4AD eterycznych marzeń i snów. Od czasu ich ostatniego krążka, który służył jako ścieżka dźwiękowa do gry przygodowej "Life is Strange: Before the Storm", minęło 6 lat ciszy. To niewiele we współczesnym pędzie rzeczywistości; ale niecierpliwi mogli zacząć się zastanawiać, co dalej z tym jakże ciekawym zespołem? Muzycy jednak nie próżnowali – Elena Tonra zaangażowała się w swój solowy projekt Ex:Re, a Igor Haefeli i Remi Aguilella cierpliwie zbierali pomysły na nowy album.

To dobrze, że takie krążki jak "Stereo Mind Game" ukazują się niespiesznie, dorastają we własnym tempie, bez oglądania się na przelatujące za oknem dni i pory roku. Nawet jeśli trzeba było trochę poczekać, to jest to album, który od pierwszej chwili brzmi inaczej, głębiej, lepiej, dojrzalej. Zespół wydaje się dokładnie wiedzieć, czego chce i jak to osiągnąć, sprawując znacznie bliższą kontrolę nad produkcją albumu, niż poprzednio. Kilkunastoosobowa sekcja smyczkowa i dęta oraz chór muszą robić wrażenie; mimo, iż nie krzeszą burzy nad Schwarzwaldem, to ich obecność jest odczuwalna w większym rozmachu tych kompozycji, niż na poprzednich albumach. Z niezwykłym wyczuciem i pewnością siebie, Daughter skaczą odważnie między przestrzennością utworów, od intymnych i sennych powidoków, po ‘filmowe’ krajobrazy i emocje uchwycone w zaklętych w dźwięki chwilach.

To, co zawsze lubiłem w albumach Daughter to niespodzianki. Tutaj również taka się znajduje – „(Missed Calls)” to świetny przerywnik albumowy, kojarzący mi się z „Fitter Happier” Radiohead, albo szerszą tradycją zabaw z nagranym głosem, od O.M.D. po Boards of Canada. To dobry budzik z tych wszystkich snów, dzięki któremu słuchacz orientuje się, że nadal jest w domu i leży na kanapie, tylko trochę zasłuchał się w tę płytę. A jest w czym się zasłuchiwać, albowiem takie kawałki jak „Be On Your Way”, „Neptune”, „Swim Back” czy „Junkmail” to esencja tego, czym jest Daughter. To shoegaze i dream pop w jednym, ciche eksplozje emocji i sny na jawie, oślepiające wiosenne słońce, które unieruchamia w miejscu i chroni przed hałasem, tłumem i zimnem. To świetna muzyka towarzysząca – krzepiąca, rozmarzająca, pozwalająca dojrzeć światełko w tunelu, na teraz i na przyszłość.

Znakiem towarowym muzyki Daughter jest ich umiejętność łączenia tradycji z nowoczesnością, orkiestry i przetworzonych głosów, rzeczy domowych z przestrzenią i wyobraźnią; oraz, stopniowego odlatywania gdzieś w kolejne kręgi snów i majaków. Elena dysponuje głosem ‘samotnego anioła’, podobnym do Victorii Legrand, Hope Sandoval, a nawet Rachel Goswell. To nawiązanie do tradycji 4AD, której kwintesencją był głos i nastrój, jakie znamy choćby dzięki Liz Fraser i Cocteau Twins. Daughter dokłada trzy grosze do tej tradycji, a jednocześnie podkreśla własną tożsamość, opartą nie tylko na melancholii i oniryzmie, ale też dynamice i radości. Mają w sobie także coś islandzkiego, nieuchwytnego i kruchego, efemerycznego. Dużo z tego co grają mogliśmy już gdzieś słyszeć; ale jak sam tytuł sugeruje, "Stereo Mind Game" to gra pozorów i skojarzeń, pożywka dla umysłu i duszy.

Powiązane materiały