Deep Purple - =1

Na swojej 23 studyjnej płycie Deep Purple zgrabnie obracają kołem, które sami wymyślili.
Wydawało się, że po wydanej przed trzema laty płycie „Turning To Crime”, zawierającej covery, legendarna formacja będzie powoli wygaszała temat działalności studyjnej, skupiając się na graniu koncertów. Tymczasem „=1” przynosi dawkę purple’owego hard rocka właściwie w pełnej krasie. To piąty album zespołu, stworzony przy współpracy z producentem Bobem Ezrinem oraz pierwszy po dołączeniu do grupy gitarzysty Simona McBride’a, który w 2022 roku zastąpił Steve’a Morse’a. Muzyk młodszy od reszty składu Purpli o ponad 3 dekady, dał jej nową energię, ale czy tak naprawdę panowie Gillan, Glover, Paice i Airey rzeczywiście jej potrzebowali?
Otwierający album utwór „Show Me” przeczy nieco tej tezie, przynosząc świetny, miarowy groove oparty w dużej mierze o hammondowe ‘resory’ Aireya, (wykorzystane także do filuternej solówki i udanego dialogu z gitarą McBride’a), klasyczne bębnienie Paice’a, a przede wszystkim - mniej lub bardziej wysilony głos Iana Gillana. Piszę o tym nie bez powodu – wokalista Purpli, to od jakiegoś czasu - z jednej strony - najsłabsze ogniwo zespołu, a z drugiej – wciąż jego nieodzowny składnik. Jeszcze lepiej wypada kolejny kawałek - „A Bit On The Side” - już z gitarą Simona na pierwszym planie, którą prowadzi z dużą gracją (wywijając nawet pod koniec świetne solo). Tym razem z większą swadą wtóruje mu wokal Gillana. Krótkim fragmentem piszczałowatej solówki popisuje się natomiast ponownie Airey. Z kolei „Sharp Shooter” to typowe Deep Purple ze średnim, dość radośnie pulsującym tematem głównym, kolejnym klawiszowym wykrętem, bardzo ‘purpurową’ gitarą i… różnobarwnymi wokalami, wzbogaconymi chórkami. Przyznaję, że słuchając pierwszego z singli promujących album, czyli „Portable Door”, miałem bardzo mieszane uczucia. Nie był to bowiem najlepszy wybór do ‘pilotażu’ płyty. Numer nie wybija się ponad przeciętną purple'ową, choć próbują go trochę ratować solówki McBride’a i Aireya, którym tym razem wyraźnie ustępuje jakość wokalu.
Dla odmiany bardzo udanie wypada „Old-Fangled Thing”, naznaczone szybkim, okołobluesowym drivem bębnów i brzmieniem Hammondów (ponownie dialogującymi z gitarą). Zaryzykuję też tezę, że to najlepiej zaśpiewany numer przez Gillana z całej płyty. Zaskakuje natomiast spokojny, nieco balladowy „If I Were You”, nawiązujący trochę do stylu nieodżałowanego Gary’ego Moore’a. Kolejna kompozycja znana z singla - „Pictures Of You”, to przyjemnie podana typowa purple’owa mieszanina. Sporym zadziorem legitymuje się z kolei „I'm Saying Nothin'”, co słychać i w głosie Gillana, a przede wszystkim w najlepszym dialogu muzycznym na linii Airey-McBride z całej płyty. A czy ostatni z utworów singlowych, czyli „Lazy Sod” nawiązuje odrobinę do klasycznego „Black Night”? Poniekąd. Dalej jest trochę słabiej – „Now You're Talkin'” - tym razem z mocno wyciśniętym wokalem Gillana, brzmi momentami jak wariacja na temat „Highway Star”, utrzymana w tempie Melexa. Zaś „No Money To Burn” to w dużej mierze przesadzona wymiana solówek wspomnianych wcześniej ‘interlokutorów’, w której tym razem góruje klawiszowiec. Ujmująco wypada natomiast przepełniony nostalgią i melancholią „I’ll Catch You”. To kompozycja skierowana zdecydowanie do rówieśników znacznej części składu zespołu, naznaczona łkającą solówką McBride’a, delikatnym tłem Aireya i prowadzącym rytmem Paice’a. Album zamyka natomiast mocno hardrockowe i wręcz triumfalne „Bleeding Obvious” z filmowym rozłożeniem akcentów w drugiej części.
„=1” to w dużej mierze udana i przebojowa płyta, podana w charakterystycznym (chwilami aż przesadnym) stylu zespołu. Fani grupy, a zwłaszcza jego ostatnich wydawnictw, nie powinni jednak zbytnio narzekać. Sporo tu bowiem muzycznej radości, a metrykę samych instrumentalistów (wyłączając gitarzystę i wokalistę) słychać jedynie incydentalnie. Pozostaje zatem życzyć zespołowi zdrowia i kolejnych płyt.
MACIEJ MAJEWSKI



