Einstürzende Neubauten – Rampen - APM: Alien Pop Music

(...)Nie jest to materiał wydumany, wypracowywany miesiącami, tylko jest świadectwo tego, czym Neubauten byli i nadal są i co stanowi o ich stylu i filozofii. Ten album to pomost między „starym”, a „nowym” Einstürzende Neubauten" - to cytat z naszej recenzji nowej płyty berlińskich pionierów industrialu. Zapraszamy do lektury całego tekstu.
Recykling w muzyce nie jest nową koncepcją, ale Einstürzende Neubauten wynieśli go właśnie na inny poziom. Ich najnowszy album "Rampen - APM: Alien Pop Music" powstał z całości z materiałów już raz wykorzystanych, czyli wykonanych na żywo improwizacji. Tytułowe Rampen to właśnie te numery, które Neubauten przywołują do świata żywych prosto ze sceny, najczęściej na bis, czego świadkami byliśmy choćby podczas ich ostatniej trasy, w warszawskiej Stodole. Te sceniczne improwizacje są skrzętnie nagrywane, do potencjalnego wykorzystania w przyszłości; dawniej tak powstały chociażby takie kawałki jak „Alles” z płyty "Silence Is Sexy", czy „Von Wegen” z "Alles Wieder Offen". Ale cały, podwójny album? Tego chyba jeszcze nie było.
Einstürzende Neubauten tak naprawdę powstali z improwizacji, podobnie jak Pink Floyd u zarania dziejów. Utwory będące poukładanymi piosenkami to lata późniejsze, renesans ich twórczości. I nawet, gdy Neubauteni zaczęli wydawać więcej rozpoznawalnych numerów, takich jak „Sabrina”, „The Garden”, czy „Nagorny Karabach”, to nigdy nie zapomnieli o swoich awangardowych korzeniach. "Rampen - APM: Alien Pop Music" jest powrotem do tych korzeni, gdzie numery powstają pod wpływem impulsu, gdy zespół przebywa w jednym pomieszczeniu, nagrywając w ten sam sposób, co The Beatles. I trzeba powiedzieć, że ta formuła sprawdza się – albowiem "Rampen" jest chwalony nawet przez tych, co już dawno położyli na Neubauten kreskę. Nawet jeśli te 15 numerów było wymyślonych spontanicznie, to brzmią jak kompletne utwory. Dla jasności – album "Rampen" to nie nagranie na żywo, lecz numery, które miały początek w sytuacji na żywo (znowu na myśl przychodzą wczesne lata Floydów czy King Crimson). Ale gdy słucham takich kawałków jak „Ist Ist”, „Wie Lange Noch?”, „Pestalozzi” czy „Planet Umbra” to nie mam poczucia, że obcuję z czymś wymyślonym na poczekaniu. To skończone numery, brzmiące tajemniczo, złowrogo, ponuro, a jednocześnie surrealistycznie, onirycznie, z wokalną narracją Blixy Bargelda, opowiadającemu słuchaczowi po niemiecku i angielsku co mu ślina na język przyniesie. To kwintesencja sztuki performance, gdzie rzeczy dzieją się same, tu i teraz. Być może dlatego "Rampen" brzmi tak świeżo i wciągająco. Nie jest to materiał wydumany, wypracowywany miesiącami, tylko jest świadectwo tego, czym Neubauten byli i nadal są i co stanowi o ich stylu i filozofii. Ten album to pomost między „starym”, a „nowym” Einstürzende Neubauten, będący tożsamy zarówno z ich mainstreamem ("Silence Is Sexy", "Perpetuum Mobile", "Haus der Lüge", itd.) jak i projektami stricte awangardowymi ("Anarchitektur", "Faustmusik", "Unglaublicher Laerm"). To także dowód na niewyczerpany potencjał, talent, doświadczenie i kolektywną wyobraźnię, jaka wciąż drzemie w tym zespole nieokrzesanych indywidualności. Gdy zespół tworzy blisko 45 lat i wciąż stać go na tak wciągające rzeczy, jest to godne podziwu.
Zacząłem od recyklingu i recyklingiem skończę. Gramofonowa wersja tego albumu została wytłoczona na płytach nie z tradycyjnego, szkodliwego dla środowiska winylu, lecz z bio plastiku, uzyskanego przez recykling zużytych olejów kuchennych i przemysłowych. Czy będzie on trwały na lata – tego nie wiemy. Ale na tym właśnie polega ten industrialny eksperyment, który, jeśli się powiedzie, może przynieść niemałą rewolucję w przemyśle fonograficznym.
JAKUB OŚLAK




