Filter - The Algorithm

Filter na swojej ósmej płycie „The Algorithm” postanowił nawiązać do swojego debiutu.
„Short Bus” wydany w 1995 roku mógł konkurować z innym ówczesnym, ważnym, altmetalowym debiutem – „Adrenaline” Deftones. Od tego czasu minęły jednak prawie trzy dekady. W międzyczasie Filter zdążyli zawiesić działalność w 2003 roku, by powrócić 4 lata później. Prowadzona przez Richarda Patricka formacja wydała wówczas kilka płyt – ostatnią w 2016 roku, zatytułowaną „Crazy Eyes”, na której pozwoliła sobie na śmiałe wycieczki w stronę industrialu. Początek prac nad nową płytą sięga natomiast roku 2018, kiedy to Patrick odnowił kontakty z Brianem Liesegangiem – współautorem „Short Bus”. Panowie próbowali uzyskać fundusze na nagranie albumu pod szyldem Rebus poprzez zbiórkę crowdfundingową. Ostatecznie nic z tego nie wyszło, Liesegang przestał być częścią przedsięwzięcia, a Patrick, przy udziale muzyków sesyjnych, nagrał materiał, który po kilku zmianach tytułu ostatecznie ukazał się jako „The Algorithm”. Jak prezentuje się on w zestawieniu z „Short Bus” do którego nawiązuje? Kiepsko.
Mamy otwierający „The Drowning”, który słabo próbuje pożenić Deftones z Nine Inch Nails. Jeszcze bardziej wykręcenie brzmią „Up Against The Wall”, który zawiera nawet elementy mathcore’u oraz mocno naznaczony dubstepem, znany ubiegłorocznego z singla, „For The Beaten”. Dalej jest niestety nudno i nad wyraz wtórnie – również znany z singla "Obliteration" brzmi, jakby Patrick zapomniał wydać go na wysokości płyty „The Amalgamut” w 2002 roku, zaś „Say It Again” próbuje złapać chwytliwość pomiędzy riffami, ale gubi ją w zderzeniu z zachrypniętym wokalem Richarda. Podobnie jest z całkiem zgrabnym, depeszowo-industrialnym „Face Down”, który zapowiada się stadionowo, ale ponownie przepada przez partie wokalną. Natomiast „Summer Child”, to kompozycja zupełnie chybiona i niepasująca do „The Algorithm”, za sprawą której Patrick chciał chyba na siłę ekshumować post-grunge. Nierówno jest już właściwie do końca: usypiający, pomroczno-marszowy „Threshing Floor”, "Be Careful What You Wish For", które jeśli nie zostało podebrane wspomnianemu wcześniej Nine Inch Nails, to Robowi Zombie, czy mętno-balladowe „Burn Out The Sun”. Album zamyka pamiątka po współpracy z Liesegangiem – podniośle-natchnione „Command Z”.
Jeśli jesteś fanem Filter, pewnie zapoznasz się z „The Algorithm”. Jeśli nie - możesz spokojnie sobie darować ten album i przypomnieć sobie dokonania zespołu z początku lat 90.
MACIEJ MAJEWSKI
