Fisz Emade Tworzywo - 25

Nasza trójmiejska szpica niezależnego rocka ponownie atakuje, tym razem króciutką ale konkretną EP-ką, której premiera zbiega się z kolejną ich trasą po Stanach Zjednoczonych.
Ćwierćwiecze wydawnicze bracia Waglewscy celebrują płytą „25”, łączącą poniekąd niemalże całą ich dotychczasową twórczość w pigułce.
Dla ścisłości – to nie jest album w stylu ‘best of’. Jest raczej refleksyjnym spojrzeniem na dotychczasowy dorobek i wyciągnięciem esencji muzyczno-lirycznej z tego, co dotychczas Bartek i Piotrek pod wspólnymi szyldami stworzyli. Otwierająca płytę, znana z singla „Niemoc”, to nasycona nostalgią opowieść o czasach dorastania na warszawskim Ursynowie i pierwszych młodzieńczych fascynacjach, naznaczona kapitalnym, oldschoolowym bitem bębnów Piotrka i lekko zamglonym pianinem w tle. Niemniej udanie wypada „Ogień i woda”, nad którym muzycznie unosi się duch ragga. Traktujący o braterskiej więzi, subtelnie i nienachalnie płynie, co podbijają też tu i ówdzie okazyjne ambietnowe pętle. Najważniejsza jest tu jednak nawijka Fisza – nawiązująca do czasów „Polepionych dźwięków” sprzed ćwierćwiecza. Z kolei delikatnie synthowe „W oczekiwaniu”, niesie ze sobą pewne napięcie i niepokój, łączący się mimowolnie z bieżącą codziennością. Słowa: „Ani przez chwilę/ani przez moment/nie chcemy zwolnić/w naszą sprawę" - jak dośpiewuje Bartek - zdają się być dość jasną deklaracją. Zaś cudownie wsobne „Sedno”, okraszone bitem rodem z A Tribe Called Quest, to jeszcze jeden odnośnik do korzeni stylu braci Waglewskich. Natomiast orkiestrowo zabarwiony „Ogon” (za partie smyczkowe odpowiadają Kinga Bacik, Magdalena Michna, Monika Sobkiewicz-Hirsch i Sara Malinowska), przesycony jest refleksją i osadzeniem ‘tu i teraz’, a całościowo przypomina atmosferę piosenek… Voo Voo. Wrażenie to podbija także śpiew Bartka, w którym znów (mimowolnie) zbliża się do wokalnej maniery ojca.
Rewelacyjnie wybrzmiewa natomiast „Nie widzimy chmur”, wzbogacony zapętlonym króciusieńkim ‘toastingiem’ oraz samplem z kawałka Juniora Stressa, w którym pada tytułowa fraza. Jeszcze innym odnośnikiem do dawnych czasów jest „Śniadanie”, w którym gościnnie zaśpiewała Natalia Przybysz. Numer ma aurę nagrań The Roots, a wokal Natalii wzbogaca go niczym Erykah Badu w „You Got Me” wspomnianej filadelfijskiej formacji. To jeden z najlepszych kawałków na „25” i to nie dlatego, że ma w sobie aurę oldschoolu, ale po prostu jest świetnie poukładany.
Z kolei plemienno-korzenne „Długie ręce” (ozdobione partiami sazu i gitary, na których gościnnie zagrał Shachar Elnatan) oraz kemanczy (na której zagrał Inbar Elnatan), ujmuje nie tylko inkrustowanym aranżem, ale i transowymi wokalami Bartka, poruszającymi wątek mijającego czasu. Pewnym wyłomem na płycie jest natomiast „Wolno nam”, w którym wybrzmiewają nieco echa zimnej fali sprzed czterech dekad. Taki numer spokojnie mógłby znaleźć się w repertuarze Kim Nowak – gitarowo-garażowego projektu braci Waglewskich. Zaś tekst dotykający kwestii codziennych małych gestów, czyni zeń jednym z ważniejszych na „25”. Podobnie jest także w kolejnym utworze – „Śliski pic”, gdzie pojawia się wątek poszanowania czasu. Z kolei „Spływacz” zdaje się być pewnym łącznikiem z „OK Boomer”, pochodzącym z poprzedniej płyty zespołu – „Ballady i Protesty”. Tu również bowiem pojawia się wyeksponowany wątek konfrontacji starszego pokolenia z tym obecnym.
Przyznaję, że największy problem miałem z ostatnią częścią „25”. Smutne „Zaćmienie” oparte o partię bębnów, zbliżoną rytmicznie do „Billie Jean” Michaela Jacksona (będące zarazem najdłuższym numerem na albumie), nieco mąci konsystencję atmosferyczną całości. Pod koniec pojawia się tu nawet solówka gitarowa(!)… Zaś synth-dubowa „Brama”, traktująca o szacunku do własnego ciała i życia w ogóle, skręca w zadymione klimaty klubowe. Wieńczące album „Złe decyzje” mają natomiast aurę lat 80. (słychać tu zdaje się fascynację Emade’go twórczością Phila Collinsa) i dość abstrakcyjny tekst.
„25” to płyta jak najbardziej godna jubileuszu braci Waglewskich. Gdyby uszczuplić ją o jakieś 2 utwory, byłaby chyba nadmiernie idealna. Dzięki temu jednak jest gwarancja, że szybko się nią nie nasycimy i jeszcze niejednokrotnie będziemy mogli odkrywać jej kolejne odcienie. A Bartkowi i Piotrkowi pozostaje życzyć kolejnych co najmniej 25 lat twórczej aktywności.
MACIEJ MAJEWSKI



