Future Islands - People Who Aren't There Anymore

RecenzjaFuture Islands4AD / Sonic Records2024
Future Islands - People Who Aren't There Anymore

Siódmy album zespołu którego skład zespołu tworzą: Samuel T. Herring (wokal, teksty), William Cashion (bas, gitary), Gerrit Welmers (instrumenty klawiszowe, programowanie) i Michael Lowry (perkusja) - podąża za "As Long As You Are" z 2020 roku i zwiastuje nowy rozdział dla Future Islands, który mimo że powstało prawie dwie dekady temu, nadal stawiają sobie kolejne wyzwania.

Zespoły bez ani jednej smutnej piosenki w swoim repertuarze nie mają łatwego zadania w zjednywaniu sobie sympatii publiczności; gdy czas w którym żyjemy to jedna wielka turbulencja, muzyka zaraźliwie optymistyczna i hiper-aktywna może uchodzić za sztuczny i mało wiarygodny pop. Tymczasem Future Islands, którzy konsekwentnie trzymają się swojego pokrzepiającego koktajlu indie rocka i synth-popu, ponownie udowadniają, że znają się na wiarygodnym optymizmie i potrafią zbudować wokół niego przekonującą, dojrzałą, porywającą muzykę. Ich nowa płyta nie jest żadną rewolucją w ich stylu, ani nawet wyraźnym krokiem naprzód; nie ma takiej potrzeby. Ten zespół odnalazł swoją tożsamość i wciąż potrafi bawić się nią, o co w 2024 naprawdę jest bardzo trudno.

Urok brzmienia Future Islands, jak i samego "People Who Aren't There Anymore", opiera się na syntetycznych retro-sztuczkach, przywołującej pozornie odległe lata 80., jak i dopasowaniu się do czasów o jakich się pisarzom sci-fi nie śniło. Sound Future Islands nie jest typowo ‘ejtisowy’; jeśli już, należy go odnajdywać bardziej skojarzeniowo. O ile w owym czasie europejski synth-pop stawiał na niepokojące, frapujące tematy, o tyle ten amerykański to hura-optymizm i granicząca z ekstazą radość życia. Właśnie po tej stronie upatrywałbym mocy Future Islands, z małym zastrzeżeniem; ich piosenki tylko pozornie są radosne i optymistyczne. Pod skoczną, rytmiczną powłoką czai się bowiem neurotyczność, depresyjność, niepokój, rezygnacja i weltschmerz. Zupełnie jak u The Smiths.

Bardzo ważnym czynnikiem mocy Future Islands oraz całego "People Who Aren't There Anymore" jest artystyczna osobowość ich front-mana, Samuela Herringa. Ten człowiek-dynamit dosłownie rozdaje samego siebie na scenie, a jego styl ‘gospodarza programu’ emanuje nawet z płyt. "People Who Aren't There Anymore", podobnie jak każda poprzednia ich płyta, opiera się na jego ekspresyjnym wokalu, bardzo teatralnym i melodramatycznym, który przypomina czytanie bajek dzieciom przez rodzica, ‘podkładającego’ głosy różnym postaciom. Na szczęście, osobowość Herringa nie zaćmiewa mocy i uroku samej muzyki, która daje słuchaczowi zarówno efektownego kopniaka, jak i zatrzymuje się na chwilę, aby spojrzeć na to wszystko z góry, na elektroniczne miasto i szamoczące się w nim istoty.

Dawno temu, gdy zespół INXS święcił największe triumfy, ich styl z braku lepszego laku był nazywany ‘dance-rock’. Ta łatka bardzo dobrze oddaje brzmienie i styl Future Islands, którzy jednocześnie są kompletną antytezą gwiazd rocka jakim byli słynni Australijczycy. Ta indie-rockowość Future Islands sprawia, że nigdy nie będą oni otoczeni błyskiem fleszy i piskiem dziewcząt; te czasy już dawno minęły. Pozostało za to brzmienie, które niczym otwarte auto pędzi amerykańską bądź australijską autostradą, gdzie po jednej stronie panuje nieposkromiona przyroda, a po drugiej rośnie elektroniczna metropolia. To właśnie są te dwa jednolicie spojone trendy, jakie przechodzą przez ich muzykę, a które pozwoliły im na wyróżnienie się spośród dziesiątek im podobnych zespołów. "People Who Aren't There Anymore" to także zwycięstwo na innym poziomie. To oczyszczenie po trudnym okresie w życiu Herringa, który w czasie pandemii przeszedł wiele problemów osobistych. Produkcja tego albumu tak naprawdę rozpoczęła się w roku 2020 i trwała mozolnie, gdy po drodze zespół obrywał kolejny trudnościami związanymi z lockdownem. W efekcie powstała płyta, która nie ukrywa swojego sentymentalnego, osobistego podłoża, a która jednocześnie brzmi niczym terapia motywacyjna dla ludzi po przejściach. Herring nie pozostawia na nikim suchej nitki i każe biec do przodu za wszelką cenę. A czyni to w sposób niezwykle urokliwy, wręcz elegancki, niczym Alex Turner na ostatnich, stylowych dokonaniach Arctic Monkeys. Cieszy mnie, że są i że mają się bardzo dobrze.

JAKUB OŚLAK

Powiązane materiały