God's Own Medicine - Drachma

RecenzjaGrzegorz SzklarekGod's Own MedicineAlchera Visions2014
God's Own Medicine - Drachma

Szósty album rzeszowskiej grupy God's Own Medicine przynosi solidną porcję miłego dla ucha rocka gotyckiego i dark wave.

Nazwa zespołu God's Own Medicine bardzo słusznie nasuwa skojarzenia z tytułem pierwszej płyty brytyjskiej formacji The Mission. A wiadomo, że od The Mission bardzo niedaleko do The Sisters Of Mercy. Materiał, który trafił na szóstą już płytę w dyskografii God's Own Medicine jest idealną propozycją dla fanów tych właśnie dwóch zespołów. Ale nie tylko. Słuchając "Drachmy" nasuwają się skojarzenia z twórczością takich grup jak chociażby: Love Like Blood, Funhouse czy London After Midnight.

"Drachma" to nie tylko gotycki mrok, ale także fajne, wpadające w ucho melodie. Są na tej płycie dynamiczne, rockowe numery, które idealnie sprawdzą się chociażby na parkietach klubów z taką muzyką, ale są także piękne ballady, które z powodzeniem mogłyby trafić na komercyjne listy przebojów ("Wrong", "Glass Of Jar"). Całość wymieszana w odpowiednich promocjach nie nuży, wprowadza słuchacza w melancholijny, jesienny nastrój. Dodatkowym atutem jest świetny śpiew Andy'ego czyli lidera i jedynego stałego członka składu God's Own Medicine. Jego wokal nasuwa skojarzenia z Andrew Eldritchem z The Sisters Of Mercy bądź Waynem Husseyem z The Mission, ale nie jest to zarzut, tym bardziej, że Andy zna się na swoich fachu. No i śpiewa jak rodowity Anglik, co w Polsce nie jest tak oczywiste.

Dobrze, że ta płyta się ukazała. Choć trafi zapewne do niewielkiej grupy maniaków takiej muzyki, to jednak dobrze wiedzieć, że w Polsce są jeszcze artyści, którzy potrafią nagrać bardzo dobrą płytę z rockiem gotyckim. I pomyśleć, że 10-20 lat temu takie albumy powstawały w naszym kraju niemal hurtowo....

Powiązane materiały