Grzegorz Turnau - Szósta Godzina

Pierwsza od 11 lat autorska płyta Grzegorza Turnaua, to jak zwykle zbiór piosenek fortepianowych okraszonych dość refleksyjnymi tekstami.
Według słów samego autora:“Album jest dwustronny. Z jednej strony liryczny, z drugiej — komiczny. Nastrojowy i pastiszowy. Ciemny i jasny. Jak pory roku, które dążą do mojej ulubionej zimy. (...) poważna poezja spotyka się tu z amatorskim komentarzem.”
Abstrahując od kokieterii tych słów, w istocie - obok autorskich tekstów Grzegorza Turnaua, na płycie znalazły teksty autorstwa Leszka Aleksandra Moczulskiego, Roberta Frosta, Adama Zagajewskiego, Józefa Czechowicza i Bronisława Maja. Tym niemniej - aspekt liryczny jest jak zwykle w przypadku Grzegorza Turnaua wysoki. Wystarczy posłuchać otwierający płytę utwór “Mamy czas”, który nienachalnie i nadzwyczaj harmonijnie obraca pojęciem czasu na co najmniej kilkanaście sposobów. Przejmujące i barwne “Dwa Bilety” ze stałą gościnią płyt Turnaua - Dorotą Miśkiewicz, eksplorują nie tylko wątek minionej miłości w obliczu nie przeżytego seansu kinowego, ale i kondycję emocji ‘wtedy i teraz’. Jeszcze bardziej porusza natomiast dość filmowe “Gdybyś” - ponownie z udziałem Doroty. Z jednej strony utwór jest ‘gdybaniem’, a z drugiej - dotyka egzystencji bieżącej. Świetną aranżację zaproponowali tu Atom String Quartet (obecni na całej płycie) oraz Martyna Barfuss, która dodała piękne partie fletu. Z kolei “Utrata (Z duszą listek)” z tekstem Moczulskiego, to filuterne gwizdanie, ale przede wszystkim historia ulotności oraz delikatności ludzkich uczuć.
Natomiast takich piosenek jak “Balowe buciki babci Agny” próżno szukać we współczesnej muzyce. Piękny, staroczesny tekst samego gospodarza, to po prostu historia, jakich obecnie zwyczajnie już nie ma… Chwilę później dostajemy “Przystając pod lasem w śnieżny wieczór”. Przyznam, że nie pamiętam w dorobku Grzegorza Turnaua utworu wywołującego aż taki niepokój. Te niespełna dwie i pół minuty mrożą atmosferę na płycie. Dlatego tym bardziej bawią miniaturowe “Jedliśmy agrest”/”Płomień”. Pierwszy z nich jest pozornie poważny i deklamacyjny, a drugi stanowi wyraz pragnienia spokoju. Chyba nie bez powodu na okładce płyty widzimy jej autora podążającego w śniegu. Wątek zimowy bowiem przewija się na niej parokrotnie - w tym w kompozycji “Jeszcze jedna zima” - zgrabnej muzycznie i bezpośredniej z tekstem Józefa Czechowicza. Swoje partie dodali tutaj natomiast Tomasz Kudyk (trąbka) i Leszek Szczerba (saksofon), znacząco ją wzbogacając. Zaś “Paskudna piosenka” z tekstem Bronisława Maja, to bodaj najmocniejszy komentarz dotyczący bieżącej rzeczywistości, jaki znalazł się na “Szóstej godzinie”. Są także traktujące o jakiejś formie ucieczki, pulsujące “Południowe sny” okraszonych lirycznym brzmieniem saksofonu Szczerby. Natomiast kołyszące, humorystyczne “Nie skąp żartu” z tekstem Moczulskiego, niesie swoiste pokrzepienie, a jednocześnie jest miłym puszczeniem oka do odbiorcy. Na koniec zaś dostajemy wyraźnie ‘zmęczony’, acz poetycki “Sen mnie woła” oraz kompozycję tytułową - bujną, naznaczoną partiami puzonu Roberta Szczerba, trąbki Tomasza Kudyka oraz saksofonu Leszka Szczerby. Nie po raz pierwszy w przypadku płyt Grzegorza Turnaua utwór tytułowy jest swoiście flagową, pilotującą całość piosenką i tak jest również tutaj.
“Szósta godzina” to płyta wyczekana przez słuchaczy krakowskiego artysty. I właśnie tę tak charakterystyczną dla twórczości Grzegorza Turnaua krakowską niespieszność znów słychać tu w wielu aspektach. Pozostaje jedynie życzyć sobie, by Grzegorz Turnau wrócił do częstszego nagrywania nowych płyt.
MACIEJ MAJEWSKI




