Harold Budd & Cocteau Twins – The Moon And The Melodies (reedycja)

Ukazała się reedycja jednej z najważniejszych i najbardziej niezwykłych płyt powstałych w kręgu zespołu Cocteau Twins.
Harold Budd & Cocteau Twins - The Moon & The Melodies (reedycja)
Cocteau Twins to jeden z najważniejszych zespołów, które nie funkcjonują, mimo iż wszyscy członkowie żyją, są zdrowi i aktywni. Liz Fraser jest ponownie w trasie z Massive Attack, Simon Raymonde łowi muzyczne perły w Bella Union (dziedziczki 4AD), a Robin Guthrie regularnie i niestrudzenie wydaje swoje czarujące pejzaże. Od kilku lat, Robin odświeża także katalog Cocteau Twins. W tym roku swojej kuracji odmładzającej doczekały się "Four-Calendar Cafe", "Milk & Kisses" oraz "The Moon and the Melodies". I chociaż ta ostatnia nie jest formalnie płytą Cocteau Twins, to fani tej kultowej formacji traktują ją jako podstawowy element ich dyskografii.
"The Moon and the Melodies" nie jest podpisana jako Cocteau Twins, lecz nazwiskami muzyków osobno. Ma to podkreślić jej kolaboracyjny charakter, oraz odrębność od reszty dorobku zespołu. To nie jest album, który powinno się wręczyć komuś, kto pyta kim byli Twins (na to najlepiej odpowie "Treasure" oraz "Heaven Or Las Vegas"). Co ciekawe, krążek zawiera dwie kompozycje zaliczane do ich najważniejszych – „Sea Swallow Me” i „She Will Destroy You”. Nade wszystko, głównym sprawcą wydarzeń jest tu Harold Budd, mistrz muzyki ambient, który pozacierał granice między współczesną muzyką poważną, a alternatywną muzyką rozrywkową.
Budd poznał Cocteau Twins, gdy ci zgłosili chęć wykorzystania jednej z jego kompozycji do własnego numeru. Od słowa do słowa, zamiast coveru powstał cały album. Budd, Guthrie i Raymonde najpierw nagrali ścieżki instrumentalne, a Fraser nałożyła na to swój wyjątkowy wokal i nieomylnie pokręcone, niejasne słowa. To ten kompromis twórczy, gdzie artyści musieli dostosować się do siebie nawzajem, pozostawieni samym sobie. To muzyka improwizowana, gdzie niewiele jest zaplanowane z góry, ale żaden ze współpracowników by jej nie wymyślił, gdyby został sam. To ani „czysty” Budd, ani Cocteau Twins, tylko dziwna ich kombinacja.
Budd przez całe życie słynął z kolaboracji, od Briana Eno, przez Johna Foxxa, po Akirę Rabelais. Jak sam mówił: Numerem jeden są ludzie, z którymi współpracujesz; musisz ich lubić osobiście. Numer dwa, musisz lubić to, co robi druga osoba i ufać jej. Budd bardzo ufnie i entuzjastycznie podchodził do tej współpracy. Warto zaznaczyć, że w nagraniu "The Moon and the Melodies" brał też udział jeden ze stałych współpracowników Simona Raymonde, członek Dif Juz a później Lost Horizons, Richard Thomas. A sam album był początkiem pięknej przyjaźni między Buddem a Robinem Guthrie, która przyniosła jeszcze wiele albumów i trwała do końca życia Mistrza.
Co ciekawe, "The Moon and the Melodies" powstało w czasie będącym dziwną anomalią twórczą dla Cocteau Twins. Wcześniej w tym samym roku zespół wydał przepiękną ale niedocenioną płytę "Victorialand", nagraną bez udziału Raymonde, który był wówczas zajęty sesjami do This Mortal Coil. Jego nieobecność na "Victorialand" sprawia, że wielu słuchaczy uznaje ten album za „niepełny”; podobnie jak "The Moon and the Melodies", które dla podkreślenia odrębności wydane zostały w bardzo nieodległym czasie. Zresztą, wspomniany Richard Thomas odpowiada za partie saksofonu także na "Victorialand" chociażby ten niezapomniany motyw w „Lazy Calm”.
"The Moon and the Melodies" w odświeżonej wersji brzmi tak samo jak zawsze, czyli wybornie. Wielu słuchaczy o audiofilskim słuchu uważa, że remastering Robina był niepotrzebny; w końcu oryginał był doskonały. Ja tak nie uważam. Nie lubię „kurzu” w brzmieniu płyty, szczególnie takiej o ambientowym charakterze, gdzie wszystko jest widoczne jak na pustym stole. Remastering oceniam jako przewietrzenie zakurzonego magazynu pełnego skarbów i pretekst do przypomnienia tej wybitnej płyty w dziedzinie eterycznego dream-popu, jakiego Cocteau Twins byli pionierami, jak i muzyki ambient w wykonaniu jednego z jej najważniejszych luminarzy.
JAKUB OŚLAK


