Hugo Race / Michelangelo Russo - 100 Years

RecenzjaHugo Race / Michelangelo RussoGusstaff Records2024
Hugo Race / Michelangelo Russo - 100 Years

W 2024 roku Hugo Race i Michelangelo Russo (True Spirit) powrócili jako duet, 7 lat po wydaniu płyty “John Lee Hooker’s World Today”, będącej hołdem dla dziedzictwa legendy bluesa, odkrytego przez nich dla dzisiejszych słuchaczy na nowo w wirującej mieszance analogowych szumów i głębokiego transowego pulsu. Hugo i Michelangelo łączą brzmienia rockowe, blues, ambient i elektronikę na swoim surowym, fascynującym nowym albumie “100 Years”, będącym niejako kontynuacją płyty z utworami Hookera, ale tym razem są tą wyłącznie utwory napisane przez Hugo Race’a.

Gdy pada nazwisko Hugo Race, na myśl przychodzą mi przede wszystkim Nick Cave & The Bad Seeds, a konkretnie ich pierwotne, drapieżne brzmienie. Hugo był członkiem oryginalnego składu tej formacji, gdy ta debiutowała albumem "From Her To Eternity". W późniejszych latach pozostawał „w rodzinie” The Bad Seeds, pojawiając się na "Kicking Against the Pricks", "Tender Prey" oraz na "Murder Ballads". Aczkolwiek, jego drogi z Nickiem Cavem, Mickiem Harvey oraz Blixą Bargeldem na dłuższą metę rozeszły się bardzo szybko, chociaż łączą ich australijskie korzenie, berlińska rezydencja, a ten jakże mroczny, bazujący na diabelskim bluesie styl gry.

Ale Hugo to przede wszystkim wyzwolone serce wędrowca i pełna pomysłów głowa, które zwyczajnie nie mogły pozostawać na payrollu zespołu. Hugo to niezależna dusza i muzyk podążający wyłącznie własną ścieżką twórczą, ignorujący bieżące trendy i nie dbający o specjalną promocję swoich wydawnictw. Jest w tym podejściu coś z elektrycznego bluesa, który przecież od dawna jest zupełną niszą, skrojoną pod konkretnego odbiorcę i konkretny styl bycia. To jeden z powodów, dla którego Hugo jest od wielu lat tak lubiany w Polsce –romantyzm i twórcza prawdziwość, niezależny i szczery przekaz bez przekłamań i nieczystych wpływów.

Poza dawnymi zasługami i osobistą niezależnością, Hugo jest także artystą niezwykle płodnym – jego dorobek poza The Bad Seeds to blisko 40 płyt długogrających, nagranych w różnych formacjach i towarzystwie. Jego najważniejsza grupa to Hugo Race & The True Spirit, ale to tylko podstawowy element całej kompleksowej układanki i nieprzebranej dyskografii tego wyjątkowego muzyka. Paradoksalnie, gdy dany artysta wydaje nowe płyty często i regularnie, bardzo łatwo przegapić wśród nich prawdziwe arcydzieło. A takim właśnie jest jego najnowszy krążek, nagrany w duecie z Michelangelo Russo, jednym z byłych członków The True Spirit. "100 Years" to ich drugi wspólny album, kontynuujący ten niezwykły efekt, jaki osiągnęli na poprzednim krążku, będącym zbiorem interpretacji numerów Johna Lee Hookera, jednego z najważniejszych muzyków w historii bluesa. To trochę mylące pozory, albowiem "John Lee Hooker's World Today" nie brzmi jak słynne „Boom Boom”, klasyczny „Crawlin’ King Snake”, czy nawet „Chill Out (Things Gonna Change)”. To rzecz z pięknego koszmaru, mroczna i psychodeliczna, mająca w sobie wszelkie cechy soundtracku do serialu typu "True Detective" (styl T Bone Burnetta, autora ścieżki do tej produkcji telewizyjnej, bardzo pasuje do ich płyty).

"100 Years" bez aberracji kontynuuje ten styl; tym razem jednak Race i Russo grają wyłącznie własny, autorski materiał. Ale klimat pozostaje ten sam – introspektywny, nierzeczywisty, niewiarygodny; można rzec, lynchowski. Słowa śpiewane przez Hugo brzmią jak jego osobiste myśli, a nie słowa kierowane do osoby drugiej lub trzeciej. To płyta niezwykle plastyczna, pobudzająca wyobraźnię i inwokująca urzekające, niepokojące obrazy, na których skazani na pochód do czyśćca poeci wymalowują swoje liryczne przestrogi. A jest to ta sama klasa wyznań grzeszników, co Mark Lanegan, Tom Waits, Stuart A. Staples czy Bonnie "Prince" Billy.

Siłą "100 Years", podobnie jak "World Today", jest sugestywna oszczędność. Nie oczekujmy po niej rockowej, elektrycznej dynamiki, mocnego uderzenia czy wkręcających riffów. To zadymione, słabo oświetlone pomieszczenie, gdzie postać w garniturze wydobywa z Gretscha pojedyncze nuty, muśnięcia pędzla, szkic słów. Mniej znaczy więcej. "Zanim zagrasz dwa dźwięki pomyśl, po co grasz jeden dźwięk". Ta parafraza słów Marka Hollisa idealnie tu pasuje, podobnie jak jego własny, późny dorobek. Tak, płytą która przychodzi mi na myśl, gdy słucham "100 Years" jest "Laughing Stock" Talk Talk, alternatywne arcydzieło, docenione wyłącznie przez nerdów.

JAKUB OŚLAK

HUGO RACE / MICHELANGELO RUSSO:

15.11. Katowice, Biblioteka Śląska

16.11. Poznań, SARP

17.11. Warszawa, Chmury

18.11. Nowa Sól, Magazyn Solny

Info o trasie: https://www.facebook.com/Gusstaff.Rec

Powiązane materiały