Cantara
NewsyGalerieWywiadyRecenzjeKoncertyPromocjaKontakt
Polityka prywatności
© 2026 cantaramusic.pl | pawcza.codes
HomeRecenzjeImperial Triumphant - Goldstar
Imperial Triumphant - Goldstar

Imperial Triumphant - Goldstar

Recenzja12.05.2025JADCentury Media2025
Imperial Triumphant - Goldstar

"(...)jednak już teraz wiem, że to album zdecydowanie ponadczasowy i stojący obok wszystkiego, co oferuje scena metalowa" - tak podsumował recenzję nowej płyty nowojorskiej grupy Imperial Triumphant nasz recenzent Arek Lerch.

Są zespoły, zespoły bardzo dobre i zespoły wybitne. Jest i Imperial Triumphant czyli zupełnie osobna historia na mapie ciężkiego grania. Zespół mający coś, co w zasadzie jest najważniejsze w tworzeniu własnego świata: wizję. Na wizję składa się wizerunek, swoista grafika, spajająca dyskografię, nieludzka technika i pomysł na łączenie hałasu, metalu i elementów jazzu czy improwizacji. Sztuką nie jest jednak jazda po bandzie, linearne prowadzenie narracji utworów a raczej konceptualizm twórczości. Tu nie ma chaosu, raczej, podobnie jak w przypadku Meshuggah (tak się składa, że Tomas Haake dorzucił na tej płycie coś od siebie w kawałkach „Lexington Delirium” i „Pleasuredome”), jest maszynowa precyzja i ścisłe przestrzeganie aranżacyjnego rygoru.

Autorskim patentem IT jest przestrzeganie rygoru tak, by całość brzmiała jak sen szaleńca i improwizowany lot do podziemi Nowego Jorku. Bo miasto na wiecznym haju jest tu centralnym punktem odniesienia, darzone przez muzyków IT swego rodzaju fascynacją, na którą składa się i miłość, i nienawiść, swoista demonizacja, zresztą, symboliczny jest tu utwór „NEWYORKCITY”, czyli 47 sekundowa impresja będąca mieszaniną opętanego wrzasku (tu w roli głównej Yoshiko Ohara z Bloody Panda), grind core’a i kakofonii. Z pomocą przychodzi też inny wizjoner, tym razem grafiki i malarstwa, czyli Zbigniew Bielak, który zespołowe fobie i fascynacje ubiera już od kilku płyt w obrazy, często będące interpretacją duchoty i rozedrgania Wielkiego Jabłka.

„Goldstar” to płyta nieco inna. Bo musiała być inna, skoro dwa poprzednie krążki dotychczasowe pomysły wyeksploatowały w 200%. Zespół zrobił lekki krok w tył, uprościł i przewietrzył formułę, zaprosił wyrazistych gości. Po prostu, mniej środków, więcej emocji i natchnienia. Efekt? Materiał pozornie prostszy, bardziej zwarty a jednocześnie harmonicznie przebogaty. Choć jest to bogactwo bardzo wymagające, nieoczywiste. Jazz tym razem płynie gdzieś pod spodem, objawia się w harmonicznych akordach „Gommorah Nouveaux”, czasami łączy się w bezwstydny duet z djentem w „Industry of Misery” czy odjeżdża w stronę chorego latino (kolejny gość, Dave Lombardo). Przyznam, że w pierwszej chwili płyta wydawała mi się trochę chaotyczna, nie tak spójna jak poprzednie dzieła, jednak to właśnie w tej pokręconej różnorodności tkwi siła „Goldstar”. Nie jest to łatwa przyjaźń, choć podziw jest oczywisty. Imperiale ponownie uciekają konkurencji, robiąc hałas po swojemu, kiełznając chaos niczym najlepsi torreadorzy apokalipsy. Nie powiem, że będę płyty słuchał codziennie, jednak już teraz wiem, że to album zdecydowanie ponadczasowy i stojący obok wszystkiego, co oferuje scena metalowa.

AREK LERCH

Powiązane materiały

Powiązane materiały

Imperial Triumphant od dziś w Polsce
News05.09.2022

Imperial Triumphant od dziś w Polsce

Nowojorska gwiazda awangardowego death metalu zagra dziś w gdańskim Drizzly Grizzly, jutro w warszawskiej Hydrozagadce oraz w środę w krakowskim klubie Kamienna 12.