Ist Ist - Dagger

Piąty album studyjny rasowych post-punkowców z Manchesteru został z miejsca okrzyknięty ich najlepszym. Sprawdźmy, czy słusznie?
Co by było gdyby Ian Curtis nigdy nie targnął się na swoje życie, a Joy Division z sukcesem kontynuowało swoją ledwo co rozpoczętą karierę? Czy jeden z najbardziej inspirujących zespołów w historii rocka poszedłby tym samym tropem, czyli przeistoczył się w New Order, czy też kontynuował wędrówkę jakże fascynującą, ciemną i depresyjną ścieżką? Czy głęboki głos Curtisa odnalazłby się na tle elektronicznych hitów New Order, czy nadal brzmiałby tak wiarygodnie i inspirująco, czy też byłoby to rozmienienie dwóch kultowych płyt na drobne? Jak by to w ogóle brzmiało, gdyby autor „Twenty Four Hours” zaśpiewał „Here To Stay”?
Tylko to ostatnie pytanie nie jest hipotetycznym gdybaniem. Ist Ist są nie tylko nieformalnymi uczniami Joy Division i New Order – są także ich ziomkami. Jak mówił inny słynny mieszkaniec tego malowniczego miasta, Noel Gallagher, młodzież z Manchesteru ma dwa wyjścia – zostać dilerem narkotyków, albo gwiazdą rocka (ewentualnie futbolu). Ist Ist nie tylko podążyli ścieżką inspiracji twórczej, ale także postawili na pewną dobrze znaną sobie estetykę muzyki post-punkowej - w komplecie z ponurym wokalem, prowadzącym basem, metronomiczną perkusją, oraz zdobniczymi klawiszami, a także nieznośną smykałką do zaraźliwych melodii.
Ich nowy album „Dagger” przychodzi w momencie, gdy publiczność jeszcze nie otrząsnęła się po poprzednim „Light a Bigger Fire”, który był w ich dorobku wyraźnym skrętem w stronę bardziej przebojową, śladem New Order. To taki moment, który lubi dzielić słuchaczy – jedni są zachwyceni tą naturalną ewolucją, a drudzy utyskują na zaprzedawanie duszy mainstreamowi. Ja widzę w tym ten sam cykl, który przechodzili Joy Division i New Order – z mroku do światła, od „Shadowplay” do „Round & Round”. Ist Ist zaczynali kapitalnym, ponurym „Architecture”, aby potem stopniowo uzewnętrznić swoją przebojowość, która na „Dagger” wprost eksploduje.
Ze wszytkich albumów Ist Ist, Dagger jest w największym stopniu elektroniczny. To dobrze znana i wypróbowana ścieżka wielu zespołów, które startując z alternatywnych, indie-rockowych czy post-punkowych pozycji, instynktownie zaczynają produkować coraz bardziej porywające, skoczne, taneczne, elektroniczne hymny. „Dagger” jest pod tym kątem jak magazynek pełen pocisków gotowych do wystrzału. Chwilami brzmią one już nie jak post-punk, lecz pełnoprawny synth-pop spowinowacony z dziedzictwem EBM, taki jak u Covenant, VNV Nation czy Apoptygma Berzerk. Głęboki barytonowy głos Adama Houghtona tylko dopełnia tego wrażenia.
Właśnie tu dochodzimy do punktu, który uważam za potencjalnie najsłabszy w „Dagger”. Umiejętności wokalny Houghtona nie rosną, a wręcz przeciwnie - lepiej już było, chociażby na płycie „Protagonists”. Jego specyficzny wokal także podąża ścieżką swoich mistrzów, a jakże, w barwie przypominając Iana Curtisa, ale w wokalnych niedoborach Bernarda Sumnera. Obaj mieli charakterystyczny wokal, który wręcz definiował ich styl, ale Sumner śpiewał z bardziej z konieczności, niż z inklinacji. Houghton i jego śpiew to także jeden z punktów spornych muzyki Ist Ist – dla jednych będzie ich znakiem firmowym, dla drugich flanką nie do przejścia.
„Dagger” jest tak naładowany potencjałem, że aż prosi się o granie na żywo. Ist Ist od tego nie uciekają – wystarczy spojrzeć na ilość ‘oficjalnych bootlegów’ jakie wydali. To materiał, który chce się usłyszeć w akcji, w tłumie, w tańcu, w bezcennych chwilach zatrzymania i uniesienia. Po jego wysłuchaniu trzeba chwilę odpocząć, aby nabrać sił. Tak, „Dagger” jest najbardziej przebojowym z dotychczasowych krążków Ist Ist, ich naturalną i logiczną konsekwencją, ale czy automatycznie czyni go to najlepszym? Tu bym polemizował. Z całą pewnością „Dagger” wzbogaca dorobek Ist Ist, poszerza pole manewru, ale nie odsuwa go w cień. I bardzo dobrze
JAKUB OŚLAK
22.03.2026 – Klub Zaścianek, Kraków
23.03.2026 – Klub Hydrozagadka, Warszawa
Bilety: https://www.livenation.pl/ist-ist-tickets-adp1281064

