Jacek Korzeniowski - Inventauralzation

Były klawiszowiec Collage i Oddziału Zamkniętego wydał swój debiutancki solowy album.
Jak sam mówi - przez wiele lat pisał piosenki, zapisywał riffy, fragmenty tekstów Pomysł, by zebrać to wszystkiego na jednym wydawnictwie, pojawił się około 5 lat temu. Wszystko jednak postanowił zarejestrować samodzielnie, łącznie z każdą partią instrumentalną. Proces ten okazał się dosyć żmudny. Co jednak istotne - nie ma tu żadnych cyfrowych poprawek, czy obróbek. I to słychać od razu – „Inventauralzation” przepełniają kompozycje, które są bardzo dobrze zaaranżowane, ciekawie zbudowane i wysmakowane. To, co jednak jest jedyną, a zarazem największą wadą tego albumu jest... wokal.
Jacek śpiewa tu bowiem bardzo ‘sucho’, nosowo i bez wyrazu (dosłownie – czasem trudno zrozumieć pojedyncze frazy). O ile w otwierającym płytę „Circles” wypada to całkiem nieźle, przypominając trochę zawodzenie Wojciecha Waglewskiego, o tyle w nieco funkującym „Bones”, wokal psuje cały utwór. Sytuację ratuje nieco „Stratus”, gdzie do ładnego, bluesującego i miarowego aranżu akurat taki sposób śpiewania pasuje. Z kolei w „Lost (Beautiful Lie)” głos w zwrotkach przepuszczono zdaje się przez mikrofon megafonowy, co daje niezły efekt, ale trochę nie przystaje do tak wygładzonej aranżacji, jaką legitymuje się ten numer (mimo całkiem niezłej solówki na gitarze). Podobnie jest w „Contagious Man”. A dalej jest tylko dziwniej – przedobrzony „Santa” zupełnie traci charakter przez nadmiar środków; „Sitting In The Sun” spokojnie można by skrócić o co najmniej 2 minuty, a „Winter Day” wręcz pominąć, bo absolutnie nic nie wnosi do całości, zaś wokal irytuje w nim bodaj najbardziej ze wszystkich utworów. Zdecydowanie najlepiej wypada końcówka płyty, a więc kapitalna, popisowa (świetne partie klawiszy) „Midnight Ride” i instrumentalna (na szczęście), przyjemna „I.N.S.T. (Irrationally Neologized Sound Transfiguration)”.
Wierzyć mi się nie chce, że Jacek Korzeniowski, będąc tak dobrym aranżerem i muzykiem, kompletnie nie zwrócił uwagi przy nagrywaniu „Inventauralzation” na swój własny głos, a zwłaszcza jego brzmienie. Rozumiem, że chciał być odpowiedzialny za cały proces twórczy związany z tym albumem, ale to mu tylko zaszkodziło. Spokojnie mógł oddać śpiewanie innemu wokaliście (najlepiej z wpływami bluesowymi). Wtedy „Inventauralzation” broniłoby się całościowo wręcz znakomicie, a tymczasem - ten materiał prosi się o wydanie go wyłącznie w wersji instrumentalnej.
MACIEJ MAJEWSKI

