Jarv Is... - Beyond The Pale

RecenzjaJakub OślakJarv Is...Rough Trade / Sonic Records2020
Jarv Is... - Beyond The Pale

Były lider i wokalista grupy Pulp Jarvis Cocker wystartował z projektem Jarv Is... od debiutanckiej płyty "Beyond The Pale".

Kolejna płyta, do której ocenienia zabierałem się jak pies do jeża. Kilka powodów – Jarvis Cocker nigdy nie był wysoko na mojej „liście” muzyków, których słucham chętnie. Szanuję, ale z osobistą sympatią już gorzej. Jarvis jest dla mnie postacią z mocnym przymrużeniem oka, niekonwencjonalną, ale też niezbyt serio. To, co robił z Pulp, oraz później, ma trwale zapisany w historii sens, ale trzeba mieć dużą tolerancję wobec jego „ptasiego” głosu, aby ta sztuka przekonywała tak, jak powinna. Jest to ten rodzaj artysty, który gra muzykę inteligentną i zblazowaną, ale lekką i rozrywkową; a ten kameralny pop, czy to przy pianinie z Chili Gonzalesem, czy z AIR w mieszkaniu po dewastującej imprezie, zwyczajnie nie kupują mojego zainteresowania na dłużej. I to nie jest zarzut, tylko fakt; mój poziom emocji na myśl o słuchaniu i pisaniu o nowej płycie Jarvisa, wskazuje niechętne zero.

Tymczasem przychodzi zmierzyć się z jego nowym projektem i nowym albumem, Beyond The Pale, który zaskakuje mnie pozytywnie od pierwszej chwili. Co więcej, pozostaje w głowie, w szczególności singlami – „House Music All Night Long”, „Must I Evolve?” i „Save The Whale”. Ten ostatni numer, a na płycie de facto pierwszy, to mały szok. Jarvis brzmi zupełnie jak Leonard Cohen, majestatyczna postać o głębokim głosie, nieruchomo pośród sceny, kierująca muzyków gestami i spojrzeniami. A muzyka jest stosownie po cohenowsku nastrojowa, epatująca elegancją, niespiesznie kwitnąca. Takie chwile potrafią momentalnie zmienić stosunek nie tylko do reszty materiału, ale i do artysty. Tym bardziej, gdy kolejne kompozycje jedynie rozwijają tą zagadkowość, spiralność tematów, obfitość środków i nastrojów. Jarvis porusza się w tej muzyce jak maestro, dyrygent, ale nie gwiazdor i idol.

Nie chcę dochodzić, na czym polegała koncepcja nagrywania tej płyty, ponad to, co mówią sami muzycy – te piosenki zrodziły się na żywo, w formie interakcji z publicznością; a to, co słyszymy na płycie, to finałowa (tymczasowa?) ich forma. Każdy z tych siedmiu utworów jest krótką, acz złożoną opowieścią, które łączy swobodnie postać bohatera: intelektualisty o przetłuszczonych włosach i nieodłącznych okularach, przyjmującego świat ze stoickością Bustera Keatona. Spokój i harmonia tych kompozycji nastraja do słuchania jej w domu, na kanapie – tak jak sugeruje „House Music All Night Long”, bynajmniej nie w stylu house – niczym ulubiona audycja radiowa, przy herbacie, gdzie wyobraźnia jest pobudzona wyłącznie głosem, dźwiękiem. To rzecz zagadkowa i niejednoznaczna, do poduszki i na krótki spacer, dobrze skrojona na miarę kulturalnej makulatury naszych czasów.


Powiązane materiały