Kari Sál - Butterfly

RecenzjaKari SálImaginary Music2024
Kari Sál - Butterfly

Kari Sál na swojej drugiej płycie “Butterfly” muzycznie podąża między Bieszczadami, Islandią i Deltą Missisipi.

Album ukazuje cykl życia motyla jako metaforę życiowej wędrówki człowieka. Płyta dzieli się na cztery okresy, odnoszące się do kolejnych etapów przeobrażania motyla, który w swojej ostatecznej formie przeżywa jedynie kilka dni. To nie tylko muzyczne przedstawienie transformacji, jaką niejednokrotnie przechodzi każdy człowiek, ale także emanacja lekkości, urokliwości i wolności w sztuce, których synonimem jest właśnie motyl. Ta bezwzględność natury i kruchość ludzkiego życia, czas wędrówki i wzrastania, osiągania dojrzałości, zawarte są w autorskich tekstach Kari Sál, ale także w nastrojowej muzycznej narracji i ciepłych harmoniach, w których jazzowa sekcja współbrzmi ze skrzypcami renesansowymi, na których zagrał Adam Bałdych. Kompozycje rzeczywiście ujmują delikatnością, kojącymi harmoniami, tu i ówdzie poprzetykane partiami solowymi.

Otwierające “Trust” w towarzystwie gitary Kacpra Budziszewskiego i skrzypiec wspomnianego Adama Bałdycha, a przede wszystkim łagodnym głosem Kari, rozpościerają przyjemny krajobraz muzyczny, mający w sobie coś z ducha world music. Zbliżony, choć nieco bardziej newage’owy charakter ma kompozycja tytułowa - snująca się spokojnie i miarowo, prowadzona gitarą, skrzypcami i fortepianem Jacoba Karlzona. Dalej robi się odrobinę marzycielsko za sprawą kameralnego “Kite” i kołysząco-rytmicznego “If I Go Away”. Aura zmienia się wraz z “Closed In Your Hands”, gdzie oprócz dość plemiennych bębnów Dawida Fortuny, pierwszy plan ponownie zajmuje fortepian i Jacoba oraz… wielogłosy Kari. Dość zaskakujące wrażenie robi natomiast minimalistyczne “Angels”, które ponownie naznaczone dodatkowymi ścieżkami wokalnymi, tworzy miły, balladowy klimat. Pewną zmianę narracji słychać z kolei w “Green Eyes”. Głos Kari nabiera tu jeszcze więcej brzasku, co w połączeniu z dość bujnym aranżem, przynosi jeden z najciekawszych fragmentów płyty. Zaś kalimbowo-fortepianowy “Teodor”, to jeden z najbardziej ujmujących momentów całości - niespieszny i snujący się, a do spółki z nieco bajkowym “Cornerstone”, tworzą przytulną atmosferę, którą podsumowuje niejako dość ‘figlarny’ aranżacyjnie “I am”. Album wieńczy natomiast “Wolf” - odstający nieco od ‘motylej’ opowieści, ale jednocześnie będący jej częścią. Ma w sobie odrobinę więcej zadziorności, aczkolwiek nie jest ona odstraszająca.

Płyta „Butterfly” jest o przemianie, o transformacji i osiągnięciu pewnego etapu życia, który pozwala czerpać z niego garściami - tak mówi o niej sama autorka. Ta przemiana znajduje swoje odbicie także w muzyce na niej zawartej, która całościowo charakteryzuje się nienachalnym kunsztem i płynną wielobarwnością.

MACIEJ MAJEWSKI

Powiązane materiały