KSU - 44

RecenzjaKSUMystic Production2023
KSU - 44

Legenda polskiego punka, grupa KSU na swojej pierwszej od 9 lat płycie, przypomina o sobie i swoim pochodzeniu w wypracowanym przez lata stylu.

Tytuł „44” odnosi się do roku działalności grupy, w którym zarejestrowano ten materiał. Dziś KSU to już bowiem 45-latka. Co ciekawe – większość utworów powstała już 5 lat temu. Nie zaszkodziło to jednak w żaden sposób całości. Płytę otwierają singlowe i dość nośne (sic!) „Akordy”. Wszystko na miejscu – znana motoryka, wokal Eugeniusza „Siczki” Olejarczyka, wyśpiewujący jak zwykle zaangażowany autorstwa Marcina Stefańskiego. A słowa refrenu: Siłujemy się na mordy w oparze letnich dni/ Połączymy swe akordy w nieustępliwy krzyk/Pobijemy się po piersiach, na scenę wtoczmy bas/Ta chwila będzie lepsza, jeśli usłyszysz nas to właściwie najlepsza deklaracja bieżącego KSU.

Poważniej robi się w ojczyźnianej „Mowie polskiej”, która jest wyrazem troski, ale i refleksji (Polsko wracaj do siebie, jak długo można szczuć/Czy się tu zrobi lepiej, gdy nas pogodzi wróg). „Gruz i pokrzywy” to z kolei jedna z najszybciej napisanych przez Siczkę kompozycji na „44”. Może i dlatego utwór jest także nieco szybszy. Nieco ‘sabbathowo’ zabarwiony jest riff w „Moich łzach”. Tu także wyraźniej słychać folkowe elementy, za które odpowiadają muzycy bieszczadzkiej grupy Matragona, którzy wspierają KSU od 8 lat. Zaś „Koleiny gliny” to 100% KSU - nie tylko muzycznie, ale przede wszystkim testowo (Poznałem go nad ranem/Gdy wolność niósł we krwi/Był równo uczesany I wiedział dokąd iść/Mój kraj jest bardzo chory/Nikt nie wie co to z nim/Ktoś krzyczy że umiera/Ktoś wieszczy będzie żył). Jest też iście bieszczadzki hymn „Rezerwat czartów”, czy rewelacyjnie zaaranżowany pod kątem perkusjonaliów „Smoluch”. A skoro jesteśmy przy aranżach, to dość nowocześnie wypadają „Zwidy historii”, gdzie brzmienia folkowe idealnie dopełniają ciężar reszty. Piszę o tym nieprzypadkowo, bowiem ostatnia część płyty, to już właściwie numery akustyczne. Egzystencjalny „Na szczyt”, pozytywne „Życie trwa” oraz antywojenny „Krzyk” w zdecydowanie ładgodniejszym anturażu po prostu działają.

KSU już dawno nie musi niczego udowadniać. Tym lepiej więc, że fani zespołu otrzymali tak dobrą płytę, jak „44”. Dodatkowym atutem do wydawnictwa jest trzygodzinny koncert zarejestrowany w jakości Ultra HD 4K, jaki zespół zagrał z okazji jubileuszu swojego 40-lecia swojej działalności. Mamy zatem historię i teraźniejszość w jednym, udanym zestawie.

Powiązane materiały