Kury - Uno Lovis Party

Prawie ćwierć wieku po wydaniu „100 lat Undergroundu” Kury wracają z nową płytą. „Uno Lovis Party” ma jednak więcej wspólnego z kultowym „P.O.L.O.V.I.R.U.S.-em”.
Jest zreformowany skład i jest podział obowiązków songwriterskich między Tymona Tymańskiego, a Olafa Derigrlasoffa. Dalej jest prześmiewczy humor, wymieszany w kocioł yassu, disco polo, czy rocka. Czyli wszystko na miejscu.
Zaczyna się singlowym „Teflonowym mózgiem” – dancingowym, lekko jazzowym, ze szczyptą awangardy w refrenie i kapitalnie punktującym tekstem o egzystencji bieżącej. Hit w kategoriach Kur. Dalej jest ordynarniej muzycznie, bo disco polo, techno i jazz brzmią tu dość kurortowo, ale kabaretowo podane zwrotki nawet bawią. Padają tu jednak zamienne słowa: „Przez chwilę da się lubić ten nielubiany/nieudany kraj”. Też przebój. Jesienno-soulowo kołysze natomiast „Memento amoris”, mimo prześmiewczej miłosno-funeralnej liryki, po prostu słodzi. Jest też kwaśnie electropopowe reggae, które swoim zmutowaniem przypomina momentami „Jeszcze Polska” Kazika. A jakby mało było piguł – orwellowskie „Kwanty” i halucynogenne „Mam Tourette’a” załatwiają robotę. Z kolei „Leki, leki” z gościnnym udziałem Kosmy Tymańskiego, brzmią jak przetworzona recytacja ulotek z lekarstw. Udany i wbrew pozorom wykonawczym – poważny numer. Zresztą w takim nieco ‘czystszym’ muzycznym anturażu Kury wypadają najlepiej, czego najlepszym dowodem jest „Maneki Neko”, gdzie pojawia się wątek pieniędzy. Zaś pastiszowy „Mocz”, to flagowy numer w stylu Tymona, którego refren („Zbudźcie się/Ziemia płaska jest jak plac”) stanowi jego esencję. Szantowe „Dziękuję Wam, Przyjaciele” można by sobie darować, gdyby nie miodność rodem z psychodelicznych lat 70. oraz świetny żart dotyczący miejsca na solówkę gitarową zakończony kakofonicznym outrem. Natomiast bitu do numeru tytułowego nie powstydziłaby się trapowa młodzież. Na koniec zaś dostajemy „Pieśń o pleśni” – floydowo-zappowy koktajl.
„Uno Lovis Party” to absolutnie płyta nie na obecne czasy. Kto tu wyłapie wszystkie niuanse żarty, zabawy słowem, dźwiękiem i chwilami pogięte, acz dość bujne poczucie humoru? Ale dobrze, że się pojawiła, bo można na chwilę zapomnieć o bezwzględnym cancel culture, poprawności politycznej i innych ograniczających myślenie tworach.
MACIEJ MAJEWSKI




