Leftfield - Alternative Light Source

RecenzjaGrzegorz SzklarekLeftfieldInfectious Music2015
Leftfield - Alternative Light Source

Leftfield powrócił po 16 latach przerwy ze świetną, nową płytą, którą śmiało można postawić na półce obok legendarnego już debiutu "Leftism" sprzed 20 lat.

Premiera "Alternative Light Source" to jedno z najważniejszych wydarzeń na scenie elektronicznej w bieżącej dekadzie. Oto powrócił wykonawca, który dwadzieścia lat temu wydał "Leftism", jedną z najważniejszych płyt lat dziewięćdziesiątych z muzyką taneczną, album, który teraz jest zaliczany do kanonu brzmień elektronicznych. Jak to zwykle bywa w przypadku powrotów "po latach" na premierę nowego wydawnictwa Leftfield oczekiwano z ogromnym zainteresowaniem, ale i niepokojem. 16 lat od wydania ostatniej płyty Leftfield to kawał czasu i można było mieć obawy, czy Nick Barnes poniesie ciężar odpowiedzialności i czy odnajdzie się w nowej rzeczywistości. Tym bardziej, że wydany w 1999 roku album "Rhythm And Stealth" nie był tak udany jak jego słynny poprzednik. 

Obawy były bezpodstawne, gdyż "Alternative Light Source" to znakomita płyta, która udowadnia, że Barnes dokładnie obserwował to, co się działo przez ostatnie lata na światowych rynkach z muzyką elektroniczną i do tego nie zapomniał, jak się tworzy fantastyczne melodie, które przecież zawsze były mocną stroną Leftfield (pamiętamy takie klasyki jak "Open Up" czy "Original" z debiutanckiej płyty). Na "Alternative Light Source" dostaliśmy pyszny koktajl w klimatach electro, house i ambient. W "Head And Shoulders" słychać nawet echa hip-hopu. Część kompozycji to dynamiczne numery oparte na mocnym bicie, część to klimatyczne kawałki ocierające się o ambient. A otwierający płytę utwór "Bad Radio" czy zaśpiewany przez Channy Leaneagh "Bilocation" to potencjalni kandydaci na radiowe przeboje. Całość jest spójna, znakomicie "wchodzi" do głowy i pozostaje tam na długo. Album, do którego chce się wielokrotnie wracać i miejmy nadzieję, że nie będziemy musieli czekać znowu kolejnej dekady na następną płytę Leftfield.