Linkin Park - From Zero

RecenzjaLinkin ParkWarner Music Polska2024
Linkin Park - From Zero

Powrót Linkin Park do czynnej działalności, jest nie lada zaskoczeniem. Nagranie przez zespół nowej płyty – jeszcze większym.

Wydawało się, że 20 lipca 2017 roku wraz z samobójczą śmiercią wokalisty Chestera Benningtona, grupa Linkin przestanie istnieć. Pozostali muzycy początkowo nie mieli ochoty działać bez niego. Zagrali jedynie specjalny koncert ku czci zmarłego kolegi w sierpniu tego samego samego roku, po czym zawiesili dalszą działalność. Na przestrzeni kolejnych lat ukazały się jedynie wznowienia płyt „Hybrid Theory” i „Meteora” oraz wydana w tym roku specjalna składanka „Papercuts”. Sami muzycy z czasem zaczęli sugerować, że temat zespołu nie jest zamknięty, a jedynie potrzebują czasu. Okazuje się jednak, że panowie jeszcze przed pandemią zaczęli się niezobowiązująco spotykać na wspólne granie. Prowodyrem był Mike Shinoda – jakby nie patrzeć – od lat główny mózg zespołu. Pierwsze działania nie przyniosły konkretnych efektów, natomiast po drodze na szlaku pojawiła się Emily Armstrong – wokalistka i założycielka grupy Dead Sara. Jeszcze przed pandemią zaczęła współpracować luźno z Shinodą, po czym kontakt się urwał. Dopiero po okresie lockdownów, muzycy zespołu ponownie zaczęli się spotykać, nadal poszukując odpowiedniego wokalu. Temat przyspieszył dopiero pod koniec lata 2023 roku, kiedy zespół wynajął studio i zaprosił do dalszych - już w pełni wspólnych działań - Emily. Po drodze pojawili się jeszcze inni muzycy – Colin Brittain, który zastąpił perkusistę Roba Bourdona (a który od śmierci Benningtona niespecjalnie włączał się w kolejne działania zespołu) oraz Alex Feder - gitarzysta, który wskoczył na miejsce Brada Delsona, ale jedynie na czas koncertów. W efekcie wokół zespołu zaczął się wytwarzać ferment domniemywań, a 5 września wszystko zostało ujawnione. Wówczas grupa wypuściła pierwszy nowy utwór „The Emptiness Machine”, zapowiadając jednocześnie płytę „From Zero”. Do jej wydania grupa udostępniła jeszcze 3 kolejne utwory – „Heavy Is The Crown”, „Over Each Other” i „Two Faced”. Produkcją „From Zero” zajął się Shinoda.

Po króciutkim intrze płyta odpala się wraz ze wspomnianym „The Emptiness Machine” – początkowo głównie klawiszowym i z głosem Mike’a, ale już w drugiej zwrotce słyszymy Emily, która radzi sobie całkiem dobrze. Jej głos pod wieloma względami przypomina wokal Benningtona, aczkolwiek brakuje jej trochę więcej ‘dołu’, którym legitymował się Chester. Tym niemniej utwór jest bardzo nośny, wręcz skoczny z mocnym, melodyjnym refrenem, z którego Linkin Park zawsze słynęli. Inaczej rzecz ma się z „Cut The Bridge” z równiutkim perkusyjnym bitem i dość ‘filmowymi’, chóralnymi refrenami. Shinoda wymienia się tu partiami wokalnymi z Armstrong. Drugi z singli „Heavy Is The Crown” wypada jeszcze śpiewniej, zaś muzycznie stosuje patenty podobne do tych w „Lying From You” z płyty „Meteora”. Utwór jest kolejną dość miodną kompozycją – z mocniejszymi refrenami (tu akurat Emily śpiewa nieco mocniej, niż w przypadku pozostałych utworów singlowych). Najmniej przekonująco spośród nich wypada zaś „Over Each Other”, który bardziej przypomina dokonania Evanescence, niż twórczość Linkin Park. Natomiast prawdziwym ciosem na płycie jest „Casualty”, gdzie oboje wokalistów tym razem mocno się napina, a Armstrong wręcz nie oszczędza. To zdecydowanie najmocniejszy utwór na „From Zero”. Jeszcze jednym niby-filmowym vibem odznacza się przestrzenny „Overflow”. Tu jednak klimatyczność podkładu muzycznego daje świetną, niby niepokojącą aurę, wieńcząc się nieco zapętlonymi ‘kontrolowanymi’ sprzężeniami. Natomiast odnośników do „One Step Closer” znajdziemy sporo w ostatnim singlowym numerze – „Two Faced”. Momentami zastanawiałem się, czy zespół nie chciał po prostu stworzyć wariacji na temat jednego ze swoich najsłynniejszych utworów, ale to ‘lżejszy’ i melodyjny głos Emily w refrenach, ‘zaokrągla’ go, czyniąc z niej kolejny pop-metalowy utwór. Natomiast spokojnie można sobie darować utwór „Stained”, który na „From Zero” ewidentnie jest wypełniaczem. Lepiej wypada "IGYEIH" (rozwinięcie tego skrótu Emily dobitnie przekazuje w kolejnym bardzo śpiewnym refrenie), choć jest chyba najgładszym muzycznie numerem z całej płyty – poskładanym ze standardowych linkinparkowych klocków. Przyjemnym zwieńczeniem jest tu hymnowe "Good Things Go". Czuć w nim w nim w jakiś sposób sporą pewność tego starego-nowego zespołu.

„From Zero” to nowe otwarcie dla Linkin Park. Jakościowo zespół nie zszedł z poziomu, który osiągnął już lata temu. Wykonawczo zaś jest nieco ‘przyjemniej’, niż gdy grupa grała z Benningtonem. Emily Armstrong ma w sobie i w swoim głosie znacznie więcej pokładów łagodności (nie bez znaczenia jest też to, że jest o 10 lat młodsza od prawie wszystkich członków zespołu). To dla Linkin Park z jednej strony stanowi łącznik ze swoją dawną spuścizną, a z drugiej – bardzo szeroko otwiera ją na młode pokolenia, których nie było na świecie, gdy grupa święciła triumfy na początku millenium.

MACIEJ MAJEWSKI

Powiązane materiały