Marta - Out The Way

Protegowana Tricky'ego wraca z drugim solowym krążkiem “Out The Way”, ponownie stworzonym przy jego współudziale.
Wydane przed dwoma laty debiutanckie “When It's Going Wrong”, dawało pojęcie o tym, jak Marta Złakowska radzi sobie na pierwszym planie. I choć obecność Tricky'ego była nader wyczuwalna, udało jej się zaznaczyć swoją autonomię na tamtym niespełna dwudziestominutowym materiale. “Out The Way” kontynuuje ten kierunek przede wszystkim wyraźniejszym osadzeniem kompozycyjnym. Nie jest aż tak mgliście jak na debiucie, a na pewno nieco śmielej.
Co ciekawe w otwierającym płytę “Slow Dance” słyszymy najpierw Tricky'ego. Chwilę później na tle majacząco-triphopowego bitu pojawia się zwiewny wokal Marty, a numer wpada w dziwny trans. Z kolei kompozycja tytułowa ma w sobie coś z ducha indie rocka za sprawą partii gitar, ale przede wszystkim zgrabnej, zapętlonej partii bębnów. Tym razem jednak Marta z Trickym deklamują w dwugłosie. Kapitalnie wypada nieco dark-wave'owy “Leave The Lights”, który jest jednym z bardziej zwartych i pulsujących fragmentów płyty. Dość minimalistycznie, a jednocześnie niepokojąco wybrzmiewa natomiast “Surface”, wykonany niemalże na granicy szeptu, ale też naznaczony ujmującymi, smutno-dziewczęcymi partiami głosu Marty. Swoistym ‘hajlajtem’ płyty jest zaś “Way Up In”, stworzony przy udziale Marceli Rybskiej. Przejrzysta faktura muzyczna, mniej oniryczne wokale i nośny rytm z potencjałem przebojowości - nic dziwnego, że utwór ukazał się najpierw na singlu. Ważną kompozycją wydaje się z kolei “Sea Beams” z łagodnym refrenem “*And the shadows on my face/With a shallow leave no trace”*oraz powracającym w zwrotce znamiennym wersem: “And listened to politicians constantly lying”. “Voodoo Cherry” ma natomiast posmak klasycznego triphopu - powolny bit, niski bas, a nawet chóry. Codę utworu stanowi zaś pętla partii smyczkowych. Elektronicznie naznaczony “My Might” zawiera w sobie jakąś marzycielskość, nie tylko za sprawą wokali Marty, ale i brzmień, które słychać w tle. Numer płynnie przechodzi w romantyczne “Concrete Juliet”, by zamknąć się w króciutkiej, acz zaskakująco tanecznej “Last Song”.
Dużo na “Out The Way” niedopowiedzeń. Podobnie jak w przypadku debiutu, chciałoby się usłyszeć te kompozycje w nieco dłuższych formach. Inna jest też rola Tricky'ego, który zwłaszcza w drugiej części płyty mniej daje o sobie znać wokalnie, zaznaczając swój ślad przede wszystkim muzycznie. Tym niemniej, łatwo ulec urokowi “Out The Way” - mrocznemu, trochę smutnemu, ale i dość klimatycznemu.
MACIEJ MAJEWSKI




