Matthew Halsall - An Ever Changing View

Brytyjski trębacz, DJ i założyciel Gondwana Records wydał nową płytę, na której możemy usłyszeć fuzję jazzu, elektroniki inspirowanej muzyką świata i tradycją spiritual jazzu.
Matthew Halsall przyzwyczaił słuchaczy nie tylko do swoich umiejętności instrumentalnych, ale przede wszystkim wyczucia atmosfery i aranżacji kompozycji. W jego świecie wszystko przebiega łagodnie i sielsko, nastrojowo, ambientowo, harmonijnie, w symbiozie z naturą. Jego formuła na jazz to stworzenie przyjaznego krajobrazu, malowniczego i relaksującego, stanowiącego być może nie popis wirtuozerii instrumentalnej, lecz zmysłu nastroju, balansującego pomiędzy niepoprawnym optymizmem a wieczną melancholią. To jazz, którego nie słychać w ‘zadymionych barach’, czy eleganckich klubach; to brzmienie lata, w idyllicznej, sielskiej przestrzeni, nie do końca skażonej cywilizacją, stanowiącą hippisowską enklawę dla duszy i ciała. To dźwiękowa otulina festiwalu w Newport, na którym ten sam zespół najpierw wystąpił na jazzowej, a dzień później folkowej scenie. Już sama okładka jego nowej płyty "An Ever Changing View" daje poczucie po jakich terytoriach będziemy się poruszać. To typowe brzmienie współczesnego jazzu, które usiłuje wyrwać się z pielęgnowanego od dekad kojca, który chroni go przed zgubnym wpływem rocka, popu, no i oczywiście elektroniki. Ci, którym uda się uciec z tego kojca nie mają już drogi powrotu; przeszli na stronę komercyjną, a tym samym ich wiarygodność jako artysty jazzowego spada. Halsall i jego wierni towarzysze nie sprzedali duszy komercyjnemu diabłu, lecz próbują dokonać arcytrudnej sztuki i brzmieć wiarygodnie zarówno dla jazzowych kiperów, jak i przypadkowych słuchaczy; przystępnie, acz intrygująco, aby ich muzyka nie ‘odstraszała’. Kluczem jest owa nastrojowość, granicząca z easy listening, ale podana zgodnie z podręcznikiem napisanym przez Milesa Davisa i Johna Coltrane’a.
Muzyka Halsalla to nie tylko jego firmowa trąbka i saksofony, ale także sprawdzony trik w postaci dzwonków, cymbałów, fletu i harfy. Te nietypowe w jazzie instrumenty są tu nośnikami owej magicznej atmosfery, oraz powiewem świeżości i odejściem od wypróbowanych, wytartych szlaków. Halsall i jego ludzie to młode pokolenie, które robi co może, aby jazz nie jawił się jako zaklęty krąg, lecz aby ich płyt słuchał ktoś więcej, niż tylko zapatrzeni w znak jakości wytwórni ECM pasjonaci. Paradoksalnie, Halsall pasowałby swoim brzmieniem do ECM, które także w ostatnich latach stawia przede wszystkim na atmosferę, dzięki takim postaciom jak Marcin Wasilewski, Jacob Young, Maciej Obara, Vijay Iyer czy Tord Gustavsen. Aczkolwiek, Halsall pozostaje także i pod tym kątem niezależny i od lat wydaje się samodzielnie, bez jakichkolwiek ingerencji w jego brzmienie, przekaz i estetykę. "An Ever Changing View" słucha się raz po raz, a ze względu na swój ‘ambientowy’ potencjał trudno jest wyróżnić jakąkolwiek kompozycję. Nie znaczy to, że album jest monochromatyczny; wprost przeciwnie, owe dwa prądy, jazzowy i folkowy, idealnie mieszają się ze sobą, tworząc ciekawą acz niejednolitą miksturę. Słychać wpływy wspomnianych mistrzów, oraz momenty, w którym główny bohater, niczym Tomasz Stańko, gra swoje serenady ‘sobie a muzom’. Owe zaplecze nietypowych instrumentów daje poczucie obcowania na łonie natury i zachwytu jej efemerycznym pięknem.
Halsall i jego zespół są częścią młodego pokolenia muzyków, takich jak GoGo Penguin czy Portico Quartet, którzy stawiają na duchową zadumę i manewry nastrojem, dzięki czemu zdobywają serca tej młodszej części jazzowej publiczności, która nie ogląda się na wirtuozerię i gatunkowe formalności.
JAKUB OŚLAK


