Mela Koteluk - Harmonia

„Harmonia” to pierwsze regularne wydawnictwo Meli Koteluk od 7 lat.
Piszę regularne, bo poprzednim wydawnictwem z udziałem Meli była nagrana z grupą Kwadrofonik płyta „Astronomia poety. Baczyński”, która ukazała się w trudnym czasie pandemicznym latem roku 2020. „Harmonia” pierwotnie miała pojawić się już w ubiegłym roku, jednak autorka postanowiła nieco poczekać i dopracować materiał. W konsekwencji muzyka zyskała jeszcze więcej przestrzeni, zachowując jednocześnie pewną ‘uroczystość’, która od lat cechuje piosenki Meli.
Już w otwierającym płytę „Idziesz”, naznaczonym dość oniryczną tematyką, czuć bardzo naturalną radość i przyjemność z grania i śpiewania. Oprócz stałych współpracowników w osobach gitarzysty Tomka ‘Serka’ Krawczyka, czy perkusisty Marcina Ułanowskiego, na płycie zagrali także pianista Bartek Wąsik i wiolonczelista Michał Pepol. Pieczę nad całością jak zwykle sprawował producent Marek Dziedzic. Dzięki temu nie zmieniła się może drastycznie faktura muzyczna piosenek Meli, ale zyskała nowe kolory, choćby za sprawą brzmień smyczkowych. Słychać to także w numerze tytułowym – nośnym, jasnym i zgrabnie płynącym. Istotnym utworem na płycie jest znany z singla „Zobaczyć siebie”, w którym gościnnie pojawił się Ralph Kamiński. Jego głos znakomicie wtopił się w tę pełną brzasku kompozycję, a jego barwa stanowi tu nienachalną i całkiem przyjemną wartość naddaną. Z kolei podniosła „Arytmetyka” kojarzy się trochę z dokonaniami Florence Welch i jest jednym z najbardziej doniosłych momentów płyty. Udanie wypadają też singlowe, rytmiczne i pulsujące „Himalaje”. Przypominające odrobinę „Belę” Dawida Podsiadło, mają w sobie energię world music, czy nawet new age. Pewne przełamanie stanowi w tutaj nieco linijkowe „Staccato”, zbudowane wokół dość sztywnego rytmu, do którego dobudowano różne warstwy gitar autorstwa Michała Gołąbka oraz eteryczno-potoczysty wokal gospodyni. Jest też swoista ‘pieśń wyjścia’, czyli „Bingo” z przejmującymi partiami fortepianu Bartka Wąsika. Nie sposób również zapomnieć słów: „Oddam molo za most” w przepełnionym pragnieniami „Molem na most”. Ale największe wrażenie aranżacyjne robi altpopowo-smyczkowe „Jestem stąd”. Z każdym kolejnym przesłuchaniem - obok głosu Meli - objawiają się tu kolejne warstwy harmoniczne, które wspaniale inkrustują tę kompozycję. To absolutna perełka „Harmonii”. Jedyny jej wyjątek stanowi „Bliża i dal”, nagrana przy udziale Andrzeja Smolika i przez niego wyprodukowana. Numer odrobinę odstaje od reszty i kojarzy się nieco z wcześniejszymi płytami Meli, albowiem jego ciepłe, analogowe brzmienie, trochę zamazuje bogactwo dźwiękowe reszty płyty. Ogromne wrażenie robi natomiast zamykająca ją „Odyseja”. Smutna, poruszająca, a momentami nawet przerażająca, naznaczona znakomitą partią fortepianu Bartka Wąsika i nieco zamglonym bitem w drugiej części, jest jedną z najlepszych kompozycji w dotychczasowym dorobku Meli Koteluk.
„Harmonia” to płyta w pełni wynagradzająca czas jej oczekiwania. Pokazuje, że estetyka, w której od lat obraca się Mela Koteluk, ma jeszcze sporo do zaoferowania i nadal potrafi uwodzić słuchaczy.
MACIEJ MAJEWSKI




