Mery Spolsky - EROTIK ERA

RecenzjaMery SpolskyKayax2023
Mery Spolsky - EROTIK ERA

Za sprawą swojej trzeciej płyty „EROTIK ERA” Mery Spolsky zaprasza nas na imprezę z podtekstami i nie tylko.

- Chce mi się wszystkiego! Będę tańczyć nago na kanapie do szybkiego techno. Będę uśmiechać się do nieznajomych ludzi. Od uśmiechania pojawią mi się pierwsze zmarszczki, które zacznę w sobie lubić. - to początek manifestu, jaki Mery dołączyła do tej płyty. Albumu jeszcze bardziej roztańczonego, dyskotekowego i pełnego różnych techno-rozwiązań, za który ponownie odpowiada NO ECHOES. Już otwierający płytę „YOUR ORGASM IS MY RELIGION” oparty o mocny bit, daje pogląd, z jaką formułą będziemy mieli do czynienia. Tekst dosłowny, pozbawiony tabu, ale i naznaczony kilkoma zabawami językowymi („Chcę dojść/Dosyć marazmu/Chcemy orgazmu”, czy „Coś na mojej drodze/Znowu nie dochodzę”). Co ciekawe, numer ma zaskakujące, nieco zwolnione outro, a Mery śpiew zamienia na deklamację. Natomiast bardzo nośna „MARIA PRZED OŁTARZEM” (polecam teledysk do tego utworu) - jeden z singli pilotujących płytę - lirycznie traktuje o dość poniekąd stereotypowej roli kobiety w relacji z mężczyzną. Pierwszym singlem zapowiadającym „EROTIK ERĘ” była dosłowna – tak muzycznie (rave’owy bit), jak i tekstowo „SUKA”, choć i tu nie brakuje wątków swoiście refleksyjnych („Co poszło nie tak/A może nic/Oni mówili rób tak”). Z kolei dancefloorowy „SKORPION” stanowi pewne przełamanie stylistyczne, co dobrze robi imprezowej atmosferze całości, bo bit nie jest tak ostry i lepiej też wchodzi tekst Mery. Zaś „POLSKIE CHŁOPAKY” to z jednej strony wyliczanka kolegów ze sceny, a z drugiej – pewien wyraz tęsknoty za męską połówką, która za sprawą refrenu znacznie poszerza spectrum ‘poszukiwań’. Ostatni z utworów singlowych to „LATEKS”, który tytułem zdradza zwartość testową, ale też i pojawia się tu bodaj najbardziej bezpośrednia potrzeba miłości. Natomiast „DISKO IN MY PUSSY” to z jeden z największych ‘nośników’ na płycie, nie po raz pierwszy w twórczości Mery - dotykający kwestii cielesności. A dzięki dość przystępnemu bitowi, przekaz utworu wchodzi lekko i naturalnie. Esencją płyty wydaje się jednak utwór tytułowy – na odcinku ‘merytorycznym’, ale i dzięki nieco połamanemu bitowi. Jedynym kawałkiem zbytecznym na płycie jest „PLAYBOY” – z nieco kwadratowym, eurodance’owym bitem i zaskakująco banalnym tekstem. Album wieńczy turbo-techno w postaci „SMUTASÓW I KUTASÓW”, gdzie podkład trafnie podbija tekst.

„EROTIK ERA” to Mery Spolsky w wersji niemalże bezpruderyjnej i melanżowym anturażu muzycznym, ale wciąż oswajająca te same lęki: samotności, zrozumienia, (samo)akceptacji i braku miłości oraz czułości. To płyta, która sprawdzi się nie tylko w nadchodzącym karnawale.

MACIEJ MAJEWSKI

Powiązane materiały