Milky Wishlake - Wait For Us

RecenzjaMaciej MajewskiMilky WishlakeNextpop2016
Milky Wishlake - Wait For Us

Po wydaniu obiecującej ep-ki sprzed 2 lat, Milky Wishlake powraca z pełnowymiarowym krążkiem.

„Wait For Us” przynosi 11 numerów. Przekrój gatunkowy rozpościera się na różne oblicza elektroniki. Z jednej strony mamy dreampopową elektronikę w otwierającym płytę „Up South”, czy EDM, ocierający się nieco o Pet Shop Boys w „Break The Silence”, a z drugiej vangelisowy niemalże utwór tytułowy. Minimalizm też jest tu w cenie – przy takim „In Silence” można odpłynąć, „dotulając się” jeszcze oszczędniejszym „The Only Rule”. Zaś mocno nasycony latami 80, a jednocześnie wyróżniający się połamanym bitem „Hidden”, to jedna z najciekawszych kompozycji na płycie. „Enough” nakierowuje nas nieco na A-ha. Zresztą głos artysty przypomina tu Mortena Harketa. Z kolei zgodna z tytułem „Hope Song”, wzbogacona gościnnym udziałem Oly, przynosi sporo jasnych barw i ciepła. W „Future For Me” słychać natomiast Dawida Podsiadło. Ten numer zwraca uwagę także ciekawą fakturą – zmienny w tempie bit, daje pole szerokim brzmieniom syntezatorowo-elektronicznym, które mienią się w nim, niczym w kalejdoskopie. Wieńczący singlowy „Nie Ma Nas”, to polska wersja utworu tytułowego.

Muzyczne horyzonty Milky’ego Wishlake’a sugerują, że drzemie w nim znacznie więcej, niż przedstawia płyta „Wait For Us”. Nie wiem, czy jest to spowodowane środkami, które miał do wykorzystania, czy chęcią ograniczenia ze względu na kolejne artystyczne kroki. Nie zdziwię się jednak, jeżeli na kolejnych wydawnictwach artysty usłyszymy więcej żywych instrumentów, które będą mogły nadać zupełnie nowego wymiaru jego twórczości.