Müut - ...made me do it

Warszawski zespół Müut miesza punk rocka z brzmieniami około stonerowymi w bardzo bezpośredni sposób. Debiutancka płyta „…made me do it” jest tego udanym przykładem.
Skojarzenie jest w sumie jedno – Kvelertak. Norweska grupa zdaje się być sporą inspiracją dla warszawskiego ensemble'u, przynajmniej od strony formy. Tę możemy usłyszeć chociażby w otwierającym płytę, „Anothor Bill To Pay”, opartym na stonerowym riffie, który łapie groove podlany punk rockiem. Podobnie jest w „Braindead”, w którym rock and rolla jest jeszcze więcej. Ale znacznie ostrzej robi się w „Graso”. Tu partie wokalne wściekle wykrzyczane języku hiszpańskim, ustawiają numer znacznie bliżej… death metalu. Świetnie wypada też „Fight The Müutonegro” z charakterystycznym, lekko przytłumionym… cowbellem. A do spółki z nośnym „Enter Thy Name” i nieco glamowym „Last Tattoo”, stanowią chyba najbardziej przebojową część płyty. Zaś jeśli dodamy do tego dość motoryczny „GangBangels”, punk-deathowe „Swipe Left” (znów ten cowbell!) i intensywne „Salvation Fix”, okaże się, że Müut potrafią się bawić graniem gitarowym na niemalże wszystkie strony.
Jeśli „…made me do it” nie ‘zaskoczy’ za pierwszym razem, to zachęcam, by posłuchać ponownie. W tych prawie 36 minutach po prostu mało do siebie nie pasuje. Polecam też zwrócić uwagę na udaną okładkę autorstwa Knieji INK.
MACIEJ MAJEWSKI
