Patriarkh - Prorok Ilja

RecenzjaPatriarkh - Prorok IljaMystic Productions2025
Patriarkh - Prorok Ilja

Patriarkh to projekt Bartłomieja Krysiuka, znanego z grupy Batushka. I o ile w poprzednim projekcie łączył black metal z wpływami, nawiązującymi do wyznania prawosławnego, o tyle w Patriarkh doszły jeszcze elementy folkowe, czego dowodem jest płyta „Prorok Ilja”.

Album nawiązuje do prawdziwej historii, która wydarzyła się na Podlasiu, a dokładnie we wsi Grzybowszczyzna, w latach 30. i 40. ubiegłego wieku. Odnosi się do postaci Eliasza Klimowicza - niepiśmiennego chłopa, który był przywódcą prawosławnej Sekty Grzybowskiej, działającej jeszcze do lat 60. XX wieku, kultywującej i przekazującej historię samozwańczego proroka. Opowieść o nim zespół zamknął w ośmiu ponumerowanych kolejno kompozycjach pt. „Wierszalin”. I tak w pierwszej nich, głosem narratora - Adama Struga, słuchamy historii z najbardziej dramatycznym momentem w życiorysie Klimowicza, gdy wyznawcy jego sekty postanowili go ukrzyżować. W tle początkowo słychać cerkiewne zaśpiewy w wykonaniu m.in. Elizy Sacharczuk, a następnie delikatne, niepostrzeżenie wyłaniające się dźwięki mandoliny. Swoją podniosłością przypomina to fragment rzymsko-katolickiej Drogi Krzyżowej, odprawianej w kościołach w Wielki Piątek. Z kolei „Wierszalin II”, to już zderzenie metalowym anturażem muzycznym, growlem, chóralnymi śpiewami, który swoim symfonicznym patosem właściwie w pełni rozpościera przed słuchaczem formę, jaka dominuje na płycie. „Wierszalin III” ponownie wprowadzany głosem narratora, poddaje pod wątpliwość proroctwo Klimowicza. Muzycznie zaś ma w sobie bardziej katakumbowy klimat. Co ciekawe – jeden z pobrzmiewających tu głosów w chórze należy do Macieja Maleńczuka, który zgłosił swój pełny akces w projekcie ponoć po usłyszeniu większej ilości materiału, otrzymanych od Krysiuka. Jego dość wyraźny baryton brzmi tu nader poważnie, aczkolwiek nie wychyla się ponad resztę. Psuje go natomiast pod koniec pozornie ‘złowieszczy’ growl gospodarza, który niepotrzebnie fermentuje nastrój. ‘Ratuje’ go jednak partia męskiego chóru oraz głos Elizy, ujmująco zamykające tę część.

Oprócz wspomnianej mandoliny na płycie pojawia się także inne instrumentarium folkowe: tagelharpa, mandocello, hurdy gurdy czy cymbały strunowe. Te ostatnie słychać we wstępie „Wierszalina IV”, gdzie tym razem damski głos wprowadza (i w dużej mierze prowadzi) orkiestrowo-metalowy epos, naznaczony znacznie bogatszym instrumentarium. Tym razem growl całkowicie przystaje do całości, nie ujmując niczego z rozgrzanej atmosfery tej kompozycji, spuentowanej biciem dzwonu. Biblijny fragment dotyczący Sądu Ostatecznego, wprowadzający do „Wierszalin V”, idealnie koresponduje natomiast z blackmetalową młócką, która niewiele daje tu przestrzeni dla części chóralnych, czy orkiestrowych. Na pierwszy plan wychodzą one dopiero pod sam koniec, zwalniając tempo, acz nie pozbawiając utworu podniosłości. Folkowe klimaty dominują natomiast w „Wierszalin VI”. Po kolejnej biblijnej introdukcji Struga, wybrzmiewają cymbały, mandolina oraz chóralne, wyraźnie wschodnie zaśpiewy, czyniące tę część wręcz naturalnie… tradycyjną. Zaś apogeum płyty stanowi „Wierszalin VII”. Wprowadzony poprzez dość upiorny, apokaliptyczny klimat chórów, przejmującą narrację Adama i chropowate brzmienie hurdy gurdy, przechodzi w buzujący black metal, w którym chór (ponownie z głosem Maleńczuka) pełni raczej funkcję… chóru greckiego, kończąc się dość minorową codą z hurdy gurdy, cymbałami i pobrzmiewającymi w oddali głosami. Ostatnia odsłona to ‘wytłumaczenie’ samego Klimowicza głosem narratora, a przede wszystkim najbardziej bogata muzycznie kompozycja na płycie, która swoją symfonicznością i bujnością, udanie spina album, kończąc całą narrację - a jakżeby inaczej - wygnaniem do piekła.

Przez swą konceptualność, a przede wszystkim zaszytą weń historię, „Prorok Ilja” jawi się raczej jako dzieło okazyjne. Patriarkh ma w planach wykonywanie go z pełnym rozmachem – orkiestrą i chórem (w dniu premiery płyty wystąpił w Łodzi), więc doznania mogą w tej formie mogą być jeszcze bogatsze, a kto wie, czy nie i głębsze.

MACIEJ MAJEWSKI

Powiązane materiały