Pavement - Slanted & Enchanted (reedycja 2025)

Po 33 latach od swojej premiery, debiutancka płyta Pavement nadal brzmi świetnie i adekwatnie, a jej wpływ nadal słychać we współczesnych produkcjach rockowych.
Na początku lat 90. cały świat usłyszał brzmienie grunge za sprawą „Nevermind” Nirvany. Ten longplay do dziś pozostaje najważniejszą płytą rockową lat 90., a także jednym z najważniejszych albumów w całej historii muzyki. „Nevermind” zmieniło kulturę muzyczną na całym świecie, oraz zainspirowało młodzież do nowego sposobu ekspresji, także w Polsce. Do słuchaczy przemawiała ‘prawdziwość’ tego brzmienia, brudne ciuchy, słowa, i domorosła produkcja. To było ożywcze, szczere i wywrotowe. W tym samym czasie, w słonecznej Kalifornii, młodzież myślała bardzo podobnie, co ich ziomki z deszczowego Waszyngtonu. Lecz jak być wiarygodnie niezadowolonym z życia mieszkając w stanie symbolizującym amerykański sen?
Na to pytanie znał odpowiedź zespół Pavement, którego debiut „Slanted and Enchanted” mógł być tym, co „Nevermind”, gdyby „Nevermind” i grunge tak nie wypalił. Pavement odpowiadało na pewien stereotypowy podzbiór amerykańskiej młodzieży, nazywanej potocznie ‘slackers’ – inteligentnych, utalentowanych leni, którzy nie widzą siebie jako część obowiązującej tkanki społecznej. Slackers to punki, deskorolkowcy, kanapowi artyści, którzy gardzą polityką, karierą, amerykańskim snem, dorobkiem i etosem pracy. Ich styl cechuje niechęć do zastałego porządku, status outsidera, twórczy tumiwisizm i nonszalancja, które w przełożeniu na muzykę dało mikro-styl nazywany slacker rock - i jego esencję w postaci „Slanted and Enchanted”.
Grunge i slacker mają zbliżone korzenie i źródła – Fugazi, The Replacements, Hüsker Dü, Sonic Youth, oraz Pixies; a „Slanted and Enchanted” zdobyło takie same wyrazy uznania od opiniotwórczych krytyków, co „Nevermind”. Jednakże slackerzy nie identyfikowali się z eksplozją grunge, jaka ogarnęła świat dzięki Nirvanie i innym zespołom z Seattle. Uważali swój własny styl za ‘alternatywę do alternatywy’, i odrzucali chęć dzielenia tych samych okładek, które Nirvana dzieliła z Roxette czy Bon Jovi. Pavement nie chcieli opuszczać tego domu, garażu, piwnicy, w której nagrali „Slanted and Enchanted”. Etos lo-fi uchwycił ich tożsamość i brzmienie, którego porzucenie oznaczałoby utratę indywidualności na rzecz mainstreamowej pseudo alternatywy.
Gdy słucham po ponad 30 latach „Slanted and Enchanted” dochodzę do wniosku, że ta płyta nic a nic się nie zestarzała, a być może ma większy wpływ na panujący styl pracy muzycznej, niż kiedykolwiek wcześniej. Grunge już dawno jest historią, natomiast slacker i szersza grupa gatunków spod znaku lo-fi nadal obowiązują i zyskują kolejnych naśladowców. To płyta, która dobrze oddawała ducha swojego czasu, ukazując prawdziwą amerykańską alternatywę, która nigdy nie przekroczyła Rubikonu. Jednocześnie, „Slanted and Enchanted” okazał się bardziej ponadczasowy właśnie dlatego, że nigdy nie eksplodował – jego dojrzewanie okazało się bardziej długotrwałe, a po wielu latach odnalazło zupełnie nowe pokolenie odbiorców.
„Slanted and Enchanted” to esencja rockowego ‘lenistwa’, a piosenki takie jak „Summer Babe (Winter Version)”, „In the Mouth a Desert”, czy “Our Singer” zawierają wszystko, co trzeba wiedzieć o ich stylu i podejściu do życia. Niedopracowana produkcja, pourywane numery, brzmienie, które płynie jakby z wielokrotnie nadpisywanej taśmy magnetofonowej. W stylu Pavement usłyszymy wczesnych Pixies, odrobinę The Velvet Underground, sporo elementów korespondujących z Dinosaur Jr., oraz z płynącym z Anglii stylem shoegaze. Nawet ta okładka nie należy całkowicie do nich – to przykład oszpecenia cudzej okładki, tak jak uczynili to swego czasu The Residents czy The Fall, którzy nawet oskarżali Pavement o nachalne naśladownictwo.
„Slanted and Enchanted” słucha się wciąż wybornie, nawet jeśli kolejne zabiegi remasteringowe znacznie oczyściły i dostroiły jego oryginalne brzmienie. Sam zespół Pavement przez lata cieszył się sławą niszowej legendy, ale nigdy nie zyskał takiej reputacji, co wspominana Nirvana. To zespół należący do kategorii ‘ulubieńców innych muzyków’, tak jak Love, Scott Walker czy Nick Drake. Lider zespołu Stephen Malkmus to przykład idealisty i intelektualisty rocka, podobnie jak Steve Albini, Ian MacKaye, czy J. Mascis, który wolałby rozwiązać zespół, niż zaprzedać jego ideały. Właśnie to świadczy o ‘prawdziwości’ tego brzmienia i podejściu do świata, do którego sympatyków cały czas można dołączyć, bez oskarżeń o poddawanie się modzie.
JAKUB OŚLAK
