Pet Shop Boys – Nonetheless

""Nonetheless" mnie nie przekonała, chociaż nie jest ona bez nadziei na ratunek. To jednak, niezaprzeczalnie, najsłabszy album, jaki kiedykolwiek wydali" - to fragment naszej recenzji nowej płyty grupy Pet Shop Boys, która już 3 lipca wystąpi w warszawskim Torwarze.
Od kiedy poznałem ich muzykę, a miało to miejsce, gdy "Actually" było nowością, Pet Shop Boys nigdy mnie nie zawiedli. Przez kolejne dekady ich firmowy sound wyraźnie ewoluował, chociaż etos i styl pozostawał ten sam. Zmieniały się także moje osobiste wobec nich oczekiwania – od absolutnego numero uno po zupełne zobojętnienie. Dziś, gdy Pet Shop Boys weszli w piątą dekadę swojej działalności, ich szczęśliwa gwiazda wciąż im sprzyja, czego efektem jest nie tylko kolejna trasa koncertowa, ale także zupełnie nowy album studyjny. Jako jedni z nielicznych gwiazdorów lat 80., Pet Shop Boys nigdy nie zawiesili działalności, a ich muzyka pozostaje aktualna, zgodnie ze zmieniającymi się trendami, a także z nieustającą modą na estetykę lat 80.
I tu dochodzimy do ich najnowszego albumu "Nonetheless", którego efektowna okładka jest interpretowana jako czytelna aluzja do wspomnianego "Actually", perły lat 80. Czy tak istotnie jest należy pytać Marka Farrowa, nadwornego grafika Pet Shop Boys, autora obu tych okładek; ale w warstwie brzmieniowej, natchnieniu oraz potencjale przebojowym trudno o dwa albumy oddalone od siebie bardziej, niż "Nonetheless" i "Actually". W odróżnieniu od swojego ponadczasowego, starszego rodzeństwa, nowa płyta jest rzeczą skromną, domową, nostalgiczną, bliższą w brzmieniu i ogólnym ‘feelingu’ do "Release", "Elysium", a nawet "Hotspot". To krążek, którego zawartość w większym stopniu należy do Neila Tennanta, niż Chrisa Lowe.
"Nonetheless" jest pod kilkoma względami skokiem w bok. Po pierwsze, to koniec współpracy ze Stuartem Pricem (po trzech albumach), i powierzenie sterów producenckich Jamesowi Fordowi; temu samemu, który odpowiada za "Memento Mori" Depeche Mode, a także "Tranquility Base" Arctic Monkeys. Po drugie, to większa niż zazwyczaj nostalgiczność brzmienia oraz słów. Pet Shop Boys co jakiś czas wydają taką właśnie płytę, tak jak miało to miejsce przy słynnym "Behaviour" (1990 r.) oraz wspominanych "Release" (2002 r.) i "Elysium" (2012 r.). Podobnie jak wtedy, tak i teraz nie dostajemy przebojów, ani klubowych bangerów (takich jak na "Disco" czy "Electric"). Dominantą płyty jest melancholia, nostalgia, samotność, oraz ogólny egzystencjalny angst.
Być może z tego właśnie powodu płyta jest całkowicie odsłonięta i narażona na krytykę. Każdy dobry numer, jak chociażby otwierające „Loneliness” i „Feel”, równoważy coś słabego, czego obecność na albumie Pet Shop Boys ciężko jest wytłumaczyć („A New Bohemia”, „The Schlager Hit Parade”). Za mało tu szczerego zachwytu, a za dużo uśmiechu zażenowania, gdy nasz idol popełnia coś wyjątkowo chybionego. Oczywiście, nie każdy numer Pet Shop Boys, nawet z ich złotego okresu, jest wielki; ale w ich przepastnym katalogu, nawet z tych odrzuconych kawałków, można było ułożyć świetne płyty kompilacyjne ("Alternative" i "Format"). Natomiast w przypadku "Nonetheless" część numerów nie powinna była w ogóle trafić na płytę długogrającą. Ta nierówność materiału sprawia, że słucham "Nonetheless" z bardzo mieszanymi uczuciami, niestety z przewagą tych negatywnych. Subiektywne emocje biorą górę, gdyż zależy mi, aby Pet Shop Boys brzmieli wyłącznie świetnie; chociażby tak, jak na „New London Boy” czy „Dancing Star”, w których słychać wyraźnie, kto jest u sterów tej muzyki i kogo nie opuszcza talent do chwytliwych motywów. Ale potem trzeba ‘przecierpieć’ nużące „The Secret of Happiness” czy „Why Am I Dancing?”, brzmiące jak zapychacze, które w przeszłości trafiłyby tylko na kompilacje odrzutów. Ten rozstrzał powoduje, że "Nonetheless" to koktajl miodu i dziegciu, a w efekcie szklanka jest do połowy pusta. Tak jak te nieszczęsne epki, które zwiastowały ten nowy album.
Wydaje mi się, że gdyby Tennant kiedykolwiek pokusił się o album solowy brzmiałby on właśnie tak. Słychać to w jego słowach, gdy mówi coraz bardziej wprost, we własnym imieniu, zamiast komentować jak grecki chór, lub wcielać się w swoich bohaterów. Poetyckość tekstów Tennanta jest nieodłączną częścią tożsamości Pet Shop Boys, równie istotną co przebojowość i taneczność. Tutaj narrator za bardzo zmienia się w podmiot liryczny, co sprawia, że słyszę "Nonetheless" inaczej niż zwykle. A inaczej nie zawsze oznacza lepiej, dokładnie tak jak miało miejsce, gdy pisali swój musical. "Nonetheless" mnie nie przekonała, chociaż nie jest ona bez nadziei na ratunek. To jednak, niezaprzeczalnie, najsłabszy album, jaki kiedykolwiek wydali.
JAKUB OŚLAK




