Peter Gabriel - I/O

Ponad dwadzieścia jeden lato przyszło czekać na płytę Petera Gabriela z premierowym materiałem.
Nagrania, które złożyły się na zawartość „I/O”, powstawały jednak jeszcze dłużej. Pierwsze prace Gabriel zaczął w 1995 roku. Po drodze jednak skupił się na realizacji innej płyty – „Up”, wydanej w 2002 roku, a następnie zajął się projektami orkiestrowymi – „Scratch My Back” i „New Blood odpowiednio z 2010 i i 2011 roku. Prace nad materiałem „I/O” opóźniały się z różnych powodów, a realizowane były aż w 7 różnych studiach. Na początku bieżącego roku zaczęły się jednak pojawiać pierwsze informacje dotyczące jego prezentacji. Ta okazała się dość ciekawa – od stycznia w każdą pełnię księżyca Gabriel wypuszczał po jednym z singlu z płyty, a 18 maja koncertem w krakowskiej Tauron Arenie rozpoczął trasę koncertową, na której prezentował nowe utwory na żywo. Zaś 1 grudnia cały materiał ukazał się na płycie w dwóch wersjach: Bright-Side Mix (w których lepiej słuchać niektóre instrumenty) i Dark-Side Mix (z miksami autorstwa Tchada Blake’a), czyli w takich samych, w jakich pojawiały się poszczególne single.
Począwszy od pierwszego z nich – jak się okazało – również otwierającego płytę „Panopticom”, słyszymy brzmienia raczej dość znane z twórczości Gabriela. W nagraniach brali udział jego stali współpracownicy: basista Tony Levin, gitarzysta David Rhodes, perkusista Manu Katché , czy mistrz ambientu Brain Eno. Tytułowy wyraz oznacza nieskończenie rozszerzalną i w pełni dostępną kulę danych. Chodzi o połączenie grupy ludzi o podobnych poglądach, którzy będą w stanie wcielić w życie działania, by świat mógł lepiej widzieć siebie i lepiej rozumieć, co się naprawdę dzieje. Brzmi poważnie, ale zdaje się wcale nie być tak odległą futurystką. Muzycznie natomiast utwór niemalże idealnie balansuję między elektroniką i brzmieniami akustycznymi. Znacznie bardziej plemiennie i orkiestrowo wypada natomiast „The Court”, poruszający wątek sprawiedliwości. Z kolei „Playing For Time” otwiera cytat z… „Marszu Pogrzebowego” Chopina, przechodząc w nasyconą partiami smyczkowymi delikatną, nastrojową i nostalgiczną balladę. Sam Gabriel mówi, że to bardzo osobista piosenka, dotykająca gromadzenia wspomnień i rozmaitych doświadczeń. Zaś bogata i całkiem pogodna kompozycja tytułowa przynosi refleksję dotyczącą bycia skromnym bytem w obliczu wielkiego świata. Dodatkowo w drugiej części możemy w nim usłyszeć śpiew afrykańskiego Soweto Gospel Choir. Niesamowicie wypada natomiast „Four Kinds Of Horses", naznaczony dość tajemniczym pulsem i loopami. W tle zaś możemy usłyszeć głos córki Gabriela, Melanie. Główną inspiracją stała się tu podobno buddyjska przypowieść o czterech rodzajach koni, która wyjaśnia, w jaki sposób uczeń może podejść do praktyki religijnej i duchowej. Z kolei najbardziej elektroniczny (a zarazem najradośniejszy) utwór na płycie, to „Road to Joy", kojarzący się trochę z dokonaniami Petera z przełomu lat 80. i 90. Przejmująco wypada natomiast w dużej mierze fortepianowy „So Much”, w którym Peter podejmuje wątek śmiertelności i starzenia się. Aurę szybko przełamuje rytmiczny i pozytywny „Olive Tree”, w którym Gabriel apeluje o to, by nie zamykać się w sobie i być w otwartym na otoczenie zewnętrzne. Ale jedną z najważniejszych kompozycji być może w całym dorobku Gabriela, zdaje się być „Love Can Heal”. Napisana została w hołdzie Jo Cox - brytyjskiej polityczki z ramienia Partii Pracy i założycielki Parlamentarnej Grupy Przyjaciół Syrii, która została zamordowana w swoim biurze poselskim w czerwcu 2016 roku. Ta smutna, emocjonalna i nieco filmowa pieśń, ponownie została naznaczona głosem Melanie. Jeszcze jeden przykład niemalże idealnego wyważenia brzmień elektronicznych, akustycznych, przy wtórze plemiennego rytmu, to „This Is Home” – miłosna pieśń z udziałem m.in. szwedzkiego chóru męskiego Sångsällskapet Orphei Drängar. Z kolei najdłuższy utwór na płycie „And Still”, dedykowany jest pamięci matki Petera. Łagodny rytm, elegijne tło i orkiestracje, stanowią pole do wspomnień podanych różnorako przetworzonym głosem autora… Album zamyka wydany jako ostatni singiel pod koniec listopada „Live And Let Live”, niosący ukojenie, swoiście godzący się z tym, co było i przynoszący optymizmem na przyszłość. Także i tu możemy usłyszeć pod koniec głosy Soweto Gospel Choir.
Przyznam, że słuchając na przestrzeni tego roku każdego utworu z „I/O” osobno w formie singla, miałem wrażenie, że Peter Gabriel przekazuje nam kolejne rozdziały jakiejś opowieści. Teraz, gdy możemy posłuchać jej w całości, składa się ona w historię o tym, co właściwie zawsze było obecne w jego twórczości. Troska o drugiego człowieka, równość, godność, braterstwo i sprawiedliwość, to tylko niektóre z jej wątków. Przedstawiona z perspektywy siedemdziesięciotrzyletniego, doświadczonego i wciąż otwartego artysty, na „I/O” robi wspaniałe wrażenie.
MACIEJ MAJEWSKI



