Cantara
NewsyGalerieWywiadyRecenzjeKoncertyPromocjaKontakt
Polityka prywatności
© 2026 cantaramusic.pl | pawcza.codes
HomeRecenzjePeter Murphy - Silver Shade
Peter Murphy - Silver Shade

Peter Murphy - Silver Shade

Recenzja20.05.2025Peter MurphyMetropolis Records2025
Peter Murphy - Silver Shade

Frontman Bauhaus, bez większych fanfar, powraca po okresie milczenia z nową płytą studyjną, która jest potwierdzeniem jego możliwości, ambicji, natchnienia i fascynacji.

Artyści lubią znikać na lata, po czym wracają z hukiem wyważając drzwi. Pierwsza od 10 lat płyta studyjna Petera Murphy należy do skutecznych kopniaków, po których kowboj wkracza do baru i żąda whisky. Co on tu robi? Nikt się go tu nie spodziewał. Nie po problemach zdrowotnych ciągnących się za nim jeszcze przed pandemią. Nie po reaktywacji Bauhaus, której efekt mocno nadszarpnął covid (nie doszło choćby do planowanego koncertu w Warszawie). Mogłoby się wydawać, że ‘Ojciec Chrzestny Rocka Gotyckiego’ już nie wyjdzie na bis. A on nie dość że wyszedł, to jeszcze z całym nowym setem, w którym wspiera go szereg wybitnych przyjaciół.

„Silver Shade” to album, którego siły zapewne mało kto się spodziewał. Już sam fakt, że ten krążek w ogóle powstał jest czymś w rodzaju małego cudu – osoby po zawałach z komplikacjami zwykle poświęcają się odpoczynkowi od nadmiernego trudu, którym może być zwykły spacer; a my tu mówimy o nagrywaniu albumu rockowego. I to jakże mocnego! Murphy nie ucieka w ballady śpiewane w fotelu, chociaż mógłby coś takiego nagrać i na pewno byłoby to świetne. On brzmi tak, jakby nic się nie stało, ukazując pełną gamę możliwości swojego niesamowitego głosu, a także szeroką rozpiętość swoich artystycznych zainteresowań, inspiracji i ambicji.

Wystarczy wymienić gości na tej płycie, aby ukazać rangę tematu. Trent Reznor na start, Boy George na finisz, po drodze Justin Chancellor i Danny Carey (sekcja rytmiczna Toola), oraz Martin ‘Youth’ Glover spinający całość jako producent i prawa ręka Petera od spraw instrumentalnych i kompozytorskich. W numerze „Conchita Is Lame” Petera wspierają jego kumple po mrocznym fachu – Eric Avery z Jane’s Addiction, Peter DiStefano z Porno For Pyros, oraz Kevin Haskins, oczywiście z Bauhausu. Nie ma sensu wymieniać wszystkich – grunt, że brzmi to poważnie, i że Peter Murphy nie jest pozostawiony sam sobie w tym zadaniu.

Dla jasności, Murphy jest w takiej formie wokalnej, że wydaje się, że on wcale tej pomocy nie potrzebuje. To nie jest casus Ozzy’ego Osborne’a, który na ostatnich solowych płytach jest otoczony taką ilością gości, aby przykryć kiepską kondycję głosową. Peter grzmi i dudni, hipnotyzuje i oczarowuje, brzmi jak gotycki Sinatra, oraz Bryan Ferry z piekła. Potrafi zaśpiewać szeptem, łzawo i introwertycznie niczym Steve Hogarth, jak i melodramatyczne i eksplodująco jak Tom Jones czy Elton John. Nad całością rzecz jasna unosi się duch jego największego idola i inspiracji, czyli Davida Bowie, z typowymi dla niego metamorfozami stylistycznymi.

„Silver Shade” to wyborna płyta i sukces na wielu poziomach. To wiadomość od króla rocka gotyckiego (Murphy nienawidzi tego tytułu i cała jego solowa kariera jest jego zaprzeczeniem) –"jestem, nie odszedłem, mam jeszcze dużo do powiedzenia, jestem silniejszy niż kiedykolwiek". To także sukces ekipy producenckiej od okiem Youtha – tej samej, która odpowiada za „Lion”. Podobieństw między tymi albumami jest dużo, mimo dzielącego je czasu; „Silver Shade” brzmi dynamiczne i nowocześnie, post-punkowo, często tanecznie, a chwilami łagodnie i wyciszenie. Jest płytą zgodną z czasem w którym powstała, podobnie jak „Lion”, czy klasyczne „Deep”.

Praktycznie każdy numer na „Silver Shade” nadaje się na singla. „The Artroom Wonder”, „Xavier New Boy”, „Conchita Is Lame” – same petardy. A dalej “Soothsayer”, które brzmi jak wcześni Floydzi albo The Dandy Warhols, nastrojowe „Time Waits”, a na koniec duet z Boyem Georgem, nie bez odrobiny popowej kiczowatości. Być może Marc Almond pasowałby tu lepiej, ale zderzenie tych dwóch światów, Bauhaus i Culture Club, jest zagrywką bardziej radykalną. Murphy solo nigdy nie uciekał od popu, co zresztą puryści Bauhausu mają mu za złe; ale jest to jeszcze jedna jego ‘twarz’, tak jak u Bowiego, której nieobcy jest zarówno artyzm, jak i pop.

Peter demonstruje tu wszystko czego oczekuje od muzyki i od samego siebie; otacza się zaufanymi ludźmi, którzy rozumieją jego potrzeby i potrafią wyjść im naprzeciw. Tak jak Bowie miał Eno, tak Murphy ma Youtha, którego styl producencki od zawsze był liberalny, pozostawiając pole do popisu głównemu bohaterowi, a nie samemu się nim stając. Ciężar elektronicznych aranżacji to sygnatura tego producenta, co również podzieliło fanów już przy „Lion”. Ale to dzięki niemu styl Murphy’ego nie brzmi jak gotycki stalaktyt, tylko zmienia się, zgodnie z biciem jego serca. Oby nie sprawiało mu ono więcej niepotrzebnych problemów.

JAKUB OŚLAK

Powiązane materiały

Powiązane materiały

Peter Murphy wyda winylowe reedycje
News23.02.2021

Peter Murphy wyda winylowe reedycje

Wytwórnia Beggars Banquet przygotowała na wiosnę niespodziankę dla fanów wokalisty grupy Bauhaus.

Peter Murphy miał atak serca
News16.08.2019

Peter Murphy miał atak serca

Były wokalista brytyjskiej grupy Bauhaus przeszedł atak serca przed koncertem w nowojorskim Le Poisson Rouge.

Peter Murphy - Bare-Boned & Sacred
Recenzja07.03.2017

Peter Murphy - Bare-Boned & Sacred

Były wokalista grupy Bauhaus przygotował nowy album koncertowy z utworami w "obnażonych" aranżacjach. Płytę ocenił nasz recenzent Jakub Oślak.

Peter Murphy - Lion
Recenzja11.06.2014

Peter Murphy - Lion

Były wokalista grupy Bauhaus w najwyższej formie na nowym, dziesiątym solowym albumie studyjnym.