Pixies - Doggerel

RecenzjaJakub OślakPixiesPixies Recording / BMG2022
Pixies - Doggerel

"Doggerel" to najlepszy album Pixies od czasu (tu wstaw dowolny moment ich kariery). Rzeczywiście, coś w tym jest. Płyta wpada w ucho od razu i szybko zaprzyjaźnia się ze słuchaczem. Momentalnie czuć, że mamy do czynienia z bardzo silną rzeczą z obozu Blacka Francisa.

Pixies w obecnym składzie, kształcie i brzmieniu nie pasują wszystkim fanom; sporo sympatyków ich stylu wypracowanego dekady temu uważa, że wraz z odejściem Kim Deal odeszła też ich dusza. Z pewnością nie jest łatwo zastąpić kogoś, kto był częścią DNA zespołu, jego obliczem, ambasadorem… Deal przecierała szlaki w czasach gdy kobieca niezależność w rockowym świecie była rzadkością na wagę złota. Paz Lenchantin musiała wejść w buty kogoś, kto był dla niej samej inspiracją, wzorem. Wiadomo było, że łatwo nie będzie, a sam zespół, wcale nie młodniejący, może niekoniecznie dać radę unieść własną legendę.

Twórczy instynkt i niepohamowana radość pisania Francisa nie zawiodły, nawet po tylu latach odstawienia Pixies na bocznicę. Gdy w 2014 ukazała się Indie Cindy, będąca zbiorem nagranych wcześniej numerów bez stałego basisty, nikt nawet nie liczył na więcej. Ale zupełnie świeży Head Carrier dwa lata później pokazał, że Pixies wrócili na stałe i to z przytupem – bo z Paz na basie. Później wpadło Beneath The Eyrie, a potem, napisane podczas tych samych sesji, Doggerel – i to wrażenie, że ‘nowym’ Pixies udało się połączyć ze swoim starym dorobkiem. Chodzi o ten wesoło-zagadkowy styl grania, pełen intelektualnego tumiwisizmu, stosunku na opak do standardów, własnej ścieżki bokiem, pukający wyłącznie do dusz czujących to samo. Gdy słucham Doggerel jest mi wesoło, nawet jeśli Francis opowiada o rzeczach dziwnych, przygnębiających, nieprzyjemnych.

Pixies od zawsze mieli w sobie tą lekkość, będącą efektem koktajlu brzmienia surf-rocka, indie-rocka, oraz alternatywy. Ich patent gwałtownego skakania pomiędzy ciszą a hałasem wykorzystywała zarówno Nirvana, The Smashing Pumpkins, jak i Radiohead. Na dodatek wciąż trzyma się ich ta umiejętność pisania wesołej anarchii takiej jak „Here Comes Your Man”, będącej ich znakiem towarowym. To wszystko i jeszcze więcej słychać na Doggerel – doskonałe numery w postaci „Haunted House” czy „Thunder And Lightning”, ale też zaskakujące historie w postaci „Pagan Man”, brzmiącego jak rzecz wprost z archiwum Neila Younga. Doggerel jest rzeczą przytulną, osobistą, która brzmi jak osobisty soundtrack w trakcie błędnego spaceru gdzieś ulicami miasta. Jest jak antyczny chór komentujący każdy krok i myśl bohatera tragedii, w tym przypadku słuchacza.

Muzyka Pixies od zawsze stanowiła źródło inspiracji dla wielu innych zespołów, a ich status żywych legend ustawia ich na największych scenach świata. To błąd. Muzyka Pixies w 2022 jest jak ulubiony koc, którym słuchacz okrywa się przed drzemką. To rzecz która nie pobudza, lecz przynosi komfort, osłonę przed deszczem, obcym spojrzeniem i złą myślą. Pixies już nie trawestują hałasu, art-rocka i alternatywy, lecz stali się bardziej przystępni, bardziej ‘indie’. Pielęgnują swój sound wypracowany przed dekadami, a który został dopasowany do obowiązującej współczesności. Doggerel jest płytą, którą słucham nie po to, aby przeżyć szok artystyczny, lecz po to aby otrzymać pewien znajomy styl i brzmienie. Odpowiedzialne za niego legendy nie puszą się na innowacyjne wolty i twórcze eksplozje, lecz z typowym dla siebie tumiwisizmem, skromnością i radością serwują to, co najlepiej potrafią.


Powiązane materiały