Renata Przemyk feat. Dagadana - Vera To Ja

Renata Przemyk połączyła swe siły z zespołem Dagadana, by stworzyć autorski projekt etniczny składający z utworów inspirowanych prawdziwą naturą kobiety, która czerpie siłę z ziemi, z wody i z księżyca.
Przyznam, że ta ‘kolaboracja’ kompletnie mnie nie dziwi. Zarówno Renata Przemyk, jak i Dagadana w swoich twórczościach poruszały wątki, które znalazły się na płycie „Vera to ja”. Bardziej frapowała metoda, jaką artystki obiorą, by połączyć ze sobą swoje muzyczne światy: elektroniczny i stricte etniczny. Wstępne wnioski można też było wyciągnąć na podstawie singli.
Najpierw jednak część merytoryczna: „Vera jest kobietą ponadczasową, różnorodną, pełną emocji, jasną i wielobarwną. Z natury czerpie siłę i mądrość jak przetrwać w każdych warunkach, jak ochronić bliskich, jak kochać i żyć w pełni”. Kobiece multiversum pozwala nam przyjąć imię Vera. Z jednej strony różnorodna, ale tylko pełna skrajności jest kobietą prawdziwą. Wielki kłębek, który jeśli uda się rozplątać, można sięgnąć do źródła – bo wszystko jest połączone” – tak o zawartości lirycznej opowiadają jego twórczynie. I rzeczywiście - od pierwszych wersów utworu tytułowego, otwierającego płytę, Vera objawia nam się jako symbol, z którym utożsamiać mogą się wszystkie panie. Jest kobietą silną, wychowaną w określonych warunkach, która mierzy się z niejednoznacznością otaczającego ją świata. Dość atmosferyczne plemienno-etniczne „Co mam począć” dotyka natomiast emocjonalnych doświadczeń w związku z miłością, na granicy różnego rodzaju uniesień. Kapitalnie wypada z kolei singlowe „Kołysz mnie”, które – zgodnie z tytułem - ma w sobie coś z kołysanki, a z drugiej – zdaje się być erotykiem, opartym w dużej mierze o siły natury. Świetnie współgrają ze sobą głosy wokalistek w tym utworze, które na tle dromaderowej rytmiki, tworzą bardzo marzycielską atmosferę. No i co istotne - pada w nim znamienne pytanie finałowe: Czy miłość jest wieczna/Czy śmierć wszystko chowa. Zaś kompozycja „Córeńko” – kolejna która także ukazała się na singlu - przywołuje wątek miłości matki do córki. Zwykle podobne wyznania w muzyce pojawiają się głównie w wersji solowej i bardzo intymnej. Tymczasem zaśpiewana wielogłosem „Córeńko” robi dużo większe wrażenie. Tekst zaś ujmuje troską, szacunkiem, dobrocią i matczyną miłością, ale i przestrogą. To jeden z najważniejszych fragmentów całej płyty. Rozwinięciem tego wątku są „Dzieci” – podane już w łagodniejszym anturażu, zwrócone bardziej bezpośrednio i beztrosko, niż poprzedniczka. Jest też zabarwione trochę w stylu country „Kochanie”, przepełnione kobiecą zmysłowością.
Ale jednym z zenitalnych momentów płyty jest - także znany z singla - dość epicki „Dom”. Naznaczony mantrowością i plemiennym rytmem, brzmi niczym indiański rytuał, dotykający wątku własnego miejsca na Ziemi. Kolejną odsłonę stanowi hipnotyczna „Młoda”, będący swoistym zbiorem ‘przykazań’ dla młodych panien. Zaś ogniskowy „Księżyc”, snuje refleksje życiowe i stanowi pewne ukojenie dla atmosfery, jaka panuje na płycie. Kolejne refleksje przechodzą na przepełnione nostalgią, a jednocześnie trochę klezmerskie „Na brzegu”. Ale to wyjątek. Z tej aury wychodzimy wprost w transowe, deklamowane „Pory roku”, wzbogacone jednymi z najpiękniejszych harmonii wokalnych w refrenach z całego albumu. Jest jeszcze tęskne i niemalże łkające „Kiedy zamknę oczy”, a całość zamyka pożegnalne „Koniec. Cześć pieśni”.
„Vera to ja” to idealna płyta na długie późnowiosenne i letnie wieczory, najlepiej w najbliższym, nie tylko kobiecym gronie. I choć nie jestem pewien, czy słuchanie muzyki na łonie natury nie przeczy istocie ekosystemu, to w takich okolicznościach również polecam obcowanie z tym albumem. Nie zdziwię się natomiast, jeśli „Vera to ja” nie będzie jedynym muzycznym spotkaniem Renaty Przemyk z Dagadaną.
MACIEJ MAJEWSKI



