Restless - Miasto Grzechu

RecenzjaMarcin KnapikRestlessMusic & More2020
Restless - Miasto Grzechu

„Miasto grzechu” jest drugą płytą formacji z Warszawy. W porównaniu do płyty „Good Things” są zmiany w składzie. Nowy basista – Michał Zawadzki oraz nowy wokalista – Paweł „Kiljan” Kiljański, były wokalista zespołu Hetman. Ważną zmianą jest też to, że na tej płycie wszystkie utwory są śpiewane po polsku.

Na okładce mamy niby wieżowce, czyli miejski krajobraz. Ale po przyjrzeniu się okazuje się, że to nie do końca prawda. Kobieta, nóż, papieros, gitara, strzykawka i butelka. Też coś, co może kojarzyć się z miejskim krajobrazem. W tekstach sporo jest o miłości, ale sporo też tekstów, których korzeni można poszukać w obserwacji i życiu miasta.

Płyta utrzymana jest w rockowym stylu. Jedynym momentem odejścia od niego jest akustyczna ballada „Piszę dla Ciebie wiersz” (dla wielbicieli ckliwości). Są też lżejsze kompozycje utrzymane w rockowym duchu jak „Miasto grzechu” i „Nie patrz na mnie”. Ale znacznie więcej jest tu hardrockowego ducha. Sporo dynamicznego i chwytliwego grania, co słychać choćby w „Zbiegu”, „Cierniach” czy „Po co”.

Prawie wszystkie kompozycje łączy kilka elementów: chwytliwość, zauważalny podział na zwrotki i refreny oraz solówki gitarowe. Rockowe utwory jak ze wzorca. Weźmy „Lek”. Lżejsze zwrotki, mocniejsze refreny, solówka i jest delikatne zakończenie. Chwytliwe riffy – też są, np. w „Pocieszance” zwracającej na siebie uwagę także dzięki luźniejszym, pulsującym zwrotkom. Podobnie jak „Dobro i zło”. Paweł „Kiljan” Kijański operuje głosem tak jak można się tego spodziewać po doświadczonym wokaliście. Raz ostrzej, raz melodyjniej w zależności od utworu. Ładnie się wkomponował w muzyczny krajobraz zespołu.

Odgłosy miasta spinają klamrą album będący porcją porządnego, hard rockowego grania. Słychać w nim też bluesowe naleciałości. Ale przede wszystkim słychać dobre rockowe utwory.


Powiązane materiały