RPWL - Crime Scene

RecenzjaRPWLGentle Art Of Music2023
RPWL - Crime Scene

Niemieccy prog-rockowcy wydali nowy album, o którym możecie przeczytać w naszej recenzji, że "Przez 45 minut i 6 kompozycji, RPWL roztacza uroki muzyki prog-rockowej w takim kształcie, jaką znamy ją współcześnie, dzięki takim ekipom jak The Pineapple Thief, Airbag, The Flower Kings, Riverside, IQ, Unitopia, Gazpacho i cała reszta tego pokolenia".

Od czasu działalności RPWL jako cover-bandu Pink Floyd minęło znacznie więcej czasu, niż 25 lat. To mile świetlne, które przeprowadziły niemieckich prog-rockerów od genesis w postaci God Has Failed, przez ‘coraz lepsze’ albumy, aż po uznawany za wizytówkę zespołu Beyond Man And Time. Zespół przeszedł wtedy ‘na swoje’, z większą swobodą artystyczną, ale nie bez zmian w składzie. Z RPWL zostali już tylko W i L, czyli Kalle Wallner i Yogi Lang, główny tandem kompozytorski i kierowniczy. Obaj niedawno wydali solowe albumy, jak przystało na rasowych liderów, co mogło sugerować, że zespół szuka czegoś w rodzaju twórczego resetu. Jak bowiem sprostać takiemu dziełu, jak ich ostatnia wspólna płyta "Tales From Outer Space"? Ten album wzniósł zespół wyżej, niż którykolwiek ze wspomnianych kamieni milowych. Co zatem mogli zrobić, aby nie zacząć się powtarzać?

Obawiałem się tego "Crime Scene", pierwszego od 4 lat albumu RPWL. Nie dość, że zespół próbuje sił po trudnym okresie w skali globalnej, to ma to uczynić po serii osobistych sukcesów, jakby na siłę. W Z opowieści kosmicznych schodzimy na twardą ziemię, aby zajrzeć w życiorysy przestępców, złoczyńców, kryminalistów. Ta dosyć radykalna wolta, która nie do końca kupiła moje zaufanie w umiejętności i pomysłowość Niemców, ani nie wzbudziła ochoty na zapoznanie się z produktem. Tym większe zaskoczenie, gdyż "Crime Scene" jest płytą wyborną – wciągającą jak serial kryminalny, piękną jak tylko piękny potrafi być neo-prog-rock, oraz super profesjonalną, dopiętą, przejrzystą produkcją. To taka płyta, która nie będąc opus magnum, ani odrobinę przełomową pozycją w dyskografii zespołu, jest robotą fachowców w swojej dziedzinie, jasno i pewnie kroczących wytyczoną ścieżką. Przez 45 minut i 6 kompozycji, RPWL roztacza uroki muzyki prog-rockowej w takim kształcie, jaką znamy ją współcześnie, dzięki takim ekipom jak The Pineapple Thief, Airbag, The Flower Kings, Riverside, IQ, Unitopia, Gazpacho i cała reszta tego pokolenia. To brzmienie, które nie poszukuje, lecz pielęgnuje radość tworzenia nieszablonowych, rozciągniętych, symfonicznych piosenek-opowieści, za którymi drzemią marzenia i przyziemność, sny i frustracje, życie i śmierć, czas i ciemność. Każdy z tych numerów to długie spojrzenie w mrok i próba odpowiedzenia na jedno z odwiecznych pytań: dlaczego to zrobił? Ta niewesoła tematyka jest dla równowagi opowiedziana krzepiącą, wzniosłą, poetycką muzyką, która nie marnuje ani chwili swojego trwania. Każdy numer wypełnia ciepły dźwięk idealnie skorelowanych ze sobą muzyków, oraz ten ‘gilmourowski’ tembr głosu Yogiego.

To, co urzeka mnie w "Crime Scene" to łatwość z jaką muzycy tworzą te malownicze krajobrazy skąpane w deszczu łez i schłodzone ludzkim okrucieństwem. Te 6 numerów zapamiętuje się po jednym przesłuchaniu, na czele z piękną „Red Rose”, chwytliwym „Victim of Desire”, urzekającym „A Cold Spring Day In '22” i przejmującym „Life in a Cage”. Wszystko, co w nich słychać świadczy o ich pełnokrwistości i niezależności. Każdy ma coś ‘swojego’ do powiedzenia, a ich wzajemna płynność sprawia że całej płyty słucha się błyskawicznie. W odróżnieniu od wielu poprzednich płyt RPWL, gdzie panowała spora pompa i wielka przestrzeń, tutaj słychać wymiar skromniejszy, osobisty, frapujący, skłaniający do zadumy nad sobą i rzeczywistością. Głos Yogiego i muzyka zespołu są niczym opowieści Edgara A. Poe, gdzie podziwiamy nie tylko wybitny środek poetycki, ale i fabularną enigmę i klimat.

JAKUB OŚLAK

Powiązane materiały