sanah - Sanah Śpiewa Poezyje

RecenzjasanahMagic Records2022
sanah - Sanah Śpiewa Poezyje

Sanah nie zwalnia tempa i do wydanej w kwietniu „Uczty” dokłada płytę poniekąd poboczną. „Sanah śpiewa poezyje” to bowiem album , na którym wokalistka mierzy się z interpretacją tekstów swoich ulubionych poetów.

Sanah nie zwalnia tempa i do wydanej w kwietniu „Uczty” dokłada płytę poniekąd poboczną. „Sanah śpiewa poezyje” to bowiem album , na którym wokalistka mierzy się z interpretacjami tekstów swoich ulubionych poetów.

Zuzanna Grabowska w krótkim czasie zaskarbiła sobie przychylność publiczności. Trzy płyty, wyprzedane koncerty halowe i status bodaj najpopularniejszej polskiej artystki obok Dawida Podsiadło. Teraz dodała czwarty album, na którym interpretuje teksty innych autorów po swojemu. Począwszy od najmłodszego z nich „Rozwijając Rilkego” autorstwa Jacka Cygana. Sam autor przyznaje, że młoda wokalistka wybrała dość trudny tekst. I rzeczywiście sanah mimo filmowej melodii w tle, starała się jak najpłynniej go zaśpiewać, lecz kilka trudniej złożonych słów spowodowało, że całość traci odrobinę polotu w wydźwięku. Inaczej rzecz ma się z „Hymnem” Juliusza Słowackiego, który brzmi jakby był wykonywany w… ogromnej pustej sali. Tu jednak wokalistka wypada znacznie bardziej przekonująco. Tzw. poezja śpiewana w takiej wersji mimo oczywistej pretensjonalności, wyjątkowo nie nuży. Pretensjonalność rozsadza natomiast mickiewiczowe „Do * w sztambuch”. Odmiennie wypada z kolei „Nic dwa razy” Wisławy Szymborskiej, które w porównaniu do chociażby interpretacji Maanamu, jest łagodną (choć również wielogłosową w ‘refrenie’), powoli narastającą balladą. Ciekawie rzecz ma się z „Da Bóg kiedyś zasiąść w Polsce wolnej” autorstwa Jana Lechonia. W wersji pierwszej podkład ma nieco bogatsze instrumentarium, podszyte solidną elektroniką. Druga interpretacja (zamykająca płytę) jest bardziej kameralna, a głosowi sanah towarzyszy w dużej mierze jedynie dźwięk fortepianu i delikatne smyki w tle. Z kolei „Warszawa” Juliana Tuwima zamknięta w 104 sekundach, brzmi dość sztywno. Ale największe wrażenie na płycie robi „Bajka” Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, która brzmi potężnie i filmowo. Nie zdziwię się, jeśli w przyszłości ktoś postanowi tę wersję wykorzystać właśnie na srebrnym ekranie. Zaś „Eldorado” Edgara Alana Poego płynie niczym podniebna kołysanka. Podobne harmonie jak tutaj sanah stosowała już w swoich autorskich utworach. Album niejako puentuje udramatyzowany „Kamień” Adama Asnyka.

Domyślam się że płyta „Sanah śpiewa poezyje” to z jednej strony bardzo osobiste marzenie wokalistki, a z drugiej – niejeden punkt odniesienia do jej dotychczasowej (a może i przyszłej) twórczości. Czas pokaże.

P.S. Do każdego z utworów na płycie zrealizowany został teledysk, a sanah zapowiedziała niebawem występy w towarzystwie orkiestry, na których z pewnością pokusi się o zaprezentowanie fragmentów tego albumu.

Powiązane materiały