Savages - Silence Yourself

RecenzjaGrzegorz SzklarekSavagesMatador Records2013
Savages - Silence Yourself

Świetny debiut płytowy londyńskiej, żeńskiej formacji post-punkowej Savages.

O grupie Savages zrobiło się głośno 12 miesięcy temu. Najpierw ukazała się znakomicie przyjęta debiutancka ep-ka "Husbands", jej następstwem była seria koncertów, w tym występy na tegorocznych festiwalach SXSW i Coachella.

"Silence Yourself" to nostalgiczna, muzyczna wycieczka londyńskiego kwartetu do przełomu lat 70 i 80. Dziewczyny przywołują na tej płycie mroczny nastrój rodem z dwóch pierwszych płyt Siouxsie And The Banshees. Słychać tu także echa dokonań takich zespołów jak: Public Image Ltd., Wire, The Fall, Joy Divison. Ze współczesnych zespołów najbliżej Savages do wczesnego Yeah Yeah Yeahs.

Utwory powalają słuchacza punkową energią i duszną, klaustrofobiczną atmosferą. Gitary odpowiednio rzężą i wyją, perkusja z basem tworzą motoryczny, dudniący podkład rytmiczny, a wokalistka Jehnny Beth (była członkini francuskiej formacji John & Jehn) wykrzykuje teksty z punk-rockową zadziornością. Potrafi też zgrabnie zaczarować słuchacza łagodnym śpiewem przywołującym skojarzenia z PJ Harvey czy Lydią Lunch. Na końcu płyty czeka na słuchacza niespodzianka w postaci przepięknej ballady "Marshall Dear", w której pojawiają się delikatne dźwięki pianina i saksofon. Zakończenie godne tej wspaniałej płyty.

Bez wątpienia Savages to nazwa, która przyniesie nam jeszcze wiele radości i wspaniałych doznań w przyszłości. Zachwyty brytyjskich i amerykańskich mediów, skorych często do przesady, są w tym przypadku całkowicie zasłużone.

Powiązane materiały