Sexbomba - Melodie z Musztardą

Grupa Sexbomba postanowiła wziąć na warsztat klasyki polskiej piosenki i zaprezentować je we własnej stylistyce około-punkrockowej.
Jak mówi lider zespołu, Robert Szymański - taka płyta od dawna była już w zamierzeniach Sexbomby, a sporo frajdy dał grupie także sam dobór repertuaru. W efekcie „Melodie z musztardą” stanowią zbiór 12 coverów, często ‘niedotykalnych’ klasyków. Czy rzeczywiście?
Na otwarcie mamy „Śpiewać każdy może”, który znamy oczywiście z wykonania śp. Jerzego Stuhra na festiwalu w Opolu w 1977 r. Ten utwór niejako klaruje zamierzenia Sexbomby w zakresie całego albumu. No, bo w końcu śpiewać każdy śpiewać może, prawda? Z większym polotem wypada „Już taki jestem zimny drań”, a więc tekst autorstwa Jerzego Nela i Ludwika Starskiego, rozsławiony wykonaniem Eugeniusza Bodo. Zespół nie czuje napinki i wykonuje ten utwór zaskakująco naturalnie. Natomiast sporo dystansu trzeba mieć w sobie, by przyjąć interpretację „Snu o Warszawie” w ich interpretacji. Nie jestem pewien czy ta wersja przyjęłaby się wśród kibiców Legii Warszawa, ale za parę pokoleń - kto wie? Z kolei „Przetańczyć z tobą chcę całą noc”, to oczywiście „Moje jedyne marzenie” pióra Bogdana Olewicza, które pochodzi z repertuaru Anny Jantar. Szybka interpretacja Sexbomby ma w tym wypadku raczej charakter nocnego, balangowego numeru. Podobne tempo ma „Tak, tak” Grzegorza Ciechowskiego, które przez to traci dramaturgię znaną z oryginału. Kamil Bednarek udowodnił, że z „Dni, których jeszcze nie znamy” można zrobić lekki numer reggae. W interpretacji Sexbomby ten klasyczny utwór Marka Grechuty pędzi, choć sam wymiar tekstowy w dużej mierze pozostaje zachowany.
Zaś de-pressowe „Bo jo cie kochom” niewiele różni się od oryginału - jest jednak wyraźniej zaśpiewane przez Szymańskiego. Przyznaję, że trochę dziwnie słucha się „Oprócz” z repertuaru Marka Jackowskiego (później z powodzeniem nagrane przez Golden Life), bo choć esencja tekstu pozostała, to jednak znów numer jest zaaranżowany na szybką modłę punkową. Natomiast zaskakująco nieźle wypada interpretacja „Nim wstanie dzień” do tekstu Agnieszki Osieckiej, której dla odmiany podkręcenie obrotów nie zaszkodziło. Najlepiej w całym zestawie wypada „Jezu jak się cieszę” Lecha Janerki – głównie dlatego, że to numer pierwotnie niedaleko leżący od stylistyki punkowej. Stąd też wersja Sexbomby wypada dość zgrabnie i naturalnie.
Nie da się jednak tego powiedzieć o interpretacji „Tango zalotne – przeleć mnie” z repertuaru Alibabek. Gościnnie pojawia się tutaj Gośka Andrzejewska, ale jej wspólne wykonanie z zespołem można spokojnie potraktować jako żart. Album zamyka „Absolutnie” z tekstem Wojciecha Młynarskiego. Wykonanie to dziwnie, bo dość poważnie (gościnnie pojawia się tu Bogdan Nowak, który zaśpiewał i zagrał na gitarze), przez co wydźwięk pieśni jest jeszcze smutniejszy, niż w oryginale.
Głównym zamierzeniem „Melodii z musztardą” było zdaje się uwydatnienie warstwy lirycznej utworów, które od lat są przecież w kanonie polskiej piosenki rozrywkowej. Warstwa muzyczna, nad realizacją której ponownie w przypadku Sexbomby czuwał Marcin Buźniak z AXIS audio, trzyma co prawda poziom producencki, natomiast w dużej mierze jest ona po prostu jednostajna. Jeżeli ktoś dzięki tej płycie sięgnie po oryginalne wykonania tych piosenek (a jest na to całkiem spora szansa), Sexbomba będzie mogła uznać to za sukces.
MACIEJ MAJEWSKI



