Skunk Anansie - The Painful Truth

Siódmy album Skunk Anansie nosi tytuł "The Painful Truth" i pod pewnymi względami trafnie opisuje jego muzyczną zawartość.
„To album, w którym Skunk Anansie mierzą się z tym, kim są i kim chcą się stać. To coś więcej niż tytuł albumu. Jest to rzeczywistość, którą przeżyli.” – tak głosi fragment notki prasowej dołączonej do albumu. Pracę nad nim zespół zaczął jeszcze w covidowej rzeczywistości. Nie będąc jednak w stanie pracować na odległość, muzycy zamknęli się w wiejskim domu w angielskim Devon, by tam w spokoju i za sprawą naturalnych twórczych interakcji, pisać pierwsze wprawki do tej płyty. Po drodze zagrali trasę z cyklu ‘Greatest Hits’, która zawitała także do Polski oraz stracili wieloletniego menedżera. Te wszystkie doświadczenia spowodowały rewizję egzystencji zespołu na współczesnej scenie. A ponieważ Skunk Anansie na odcinku autorskim niespecjalnie oglądają się za siebie, toteż „The Painful Truth” może się okazać w pierwszym momencie zaskoczeniem, a nawet szokiem.
Począwszy od otwierającego płytę mocnego manifestu „An Artist Is An Artist”, który stanowi jasną deklaracją poglądową, ale i…konfuzję muzyczną. Numer jest nerwowy, oparty na indie rockowym sznycie, a przy tym zabarwiony elektroniką. Pobrzmiewa w nim nawet saksofon (!). Podobnym tropem idzie zwarty rytmicznie „This Is Not Your Life”, mający w sobie coś z nagrań The Klaxons (klawisze), naznaczony wysokim, dość przejmującym wokalem Skin. Z kolei atmosferyczne i emocjonalne „Shame”, utrzymane w duchu nagrań Coldplay, z jednej strony uspokaja, a z drugiej chwyta za serce opowieścią frontmanki zespołu (polecam wsłuchać się zwłaszcza w refren). Ponury „Lost And Found” wieje pesymizmem, ale już intensywne i wojownicze „Cheers”, to Skunk Anansie w swoim zaangażowanym żywiole. To także bodaj najbardziej gitarowy numer z całej płyty. Jest też reggae’owo nasycony „Shoulda Been You”, ale nie w stylu Boba Marleya, ale raczej The Police, a przede wszystkim – The Clash.
Znany z singla „Animal” nie dawał jednoznacznej odpowiedzi, czego spodziewać się po „The Painful Truth”. Swoją nieco halucynogenną atmosferą, raczej dawał do myślenia, w którą stronę zespół podąży. Kapitalnie za to wypada „Fell In Love” nasączony żywym, ejtisowym funkiem, mogącym kojarzyć się trochę z twórczością Davida Bowiego z lat 80. Przyznaję, że trochę w tym zestawie nie rozumiem natomiast pompatycznego „My Greatest Moment”, który mąci wydźwięk całości. Zamyka ją jednak ujmująca ballada „Meltdown”.
„The Painful Truth” to Skunk Anansie według własnych zasad i zamierzeń, czyli w istocie taki jak zawsze. Nie bez znaczenia jednak zdaje się być fakt, że album wyprodukowany został przez Davida Sitka z TV On The Radio, który w stylistyce, w jakiej osadzony jest ten materiał, wręcz bryluje. To pozwoliło na dość skuteczne zrewitalizowanie brzmienia zespołu, który od ponad trzech dekad (z przerwą) raczy nas nie tylko rewelacyjnymi rockowo-bombastycznymi koncertami, ale wciąż dość solidnymi płytami.
MACIEJ MAJEWSKI




