Smoke Rites - Total Lung Capacity

RecenzjaSmoke RitesSmoke Rites2022

Rok po debiutanckiej ep-ce „The Rite Of The Smoke”, warszawska formacja sludge’owo-doomowa Smoke Rites wypuściła kolejną, „Total Lung Capacity”.

Rok po debiutanckiej ep-ce „The Rite Of The Smoke”, warszawska formacja sludge’owo-doomowa Smoke Rites wypuściła album „Total Lung Capacity”.

‘Totalna wydolność płuc’ to nie jest jednak opowieść o paleniu marihuany i związanej z tym historiami. To ciężka, mozolna i depresyjna przeprawa przez zakamarki ludzkiej duszy, naznaczonej różnorakimi życiowymi doświadczeniami. Otwiera ją ołowiany, a jednocześnie momentami pulsujący riff w „Heavy Rain”. To historia ‘wyskrzeczana’ wręcz przez wokalistę i autora tekstów, Tomasza Mielnika. Zjawisko z tytułu dotyczy jednak bardziej emocji i uczuć, aniżeli sytuacji meteorologicznej. Z kolei ‘skradający się’ „Imminent Doom”, to już przypowieść ze skraju apokalipsy, ale i tu riff mimo swojej ciężkości, ma całkiem zgrabny groove oraz niezłe solo pod koniec. To zasługa gitarzysty Łukasza Borawskiego. Natomiast znany już z singla „Demonologue”, brzmi niczym tormentowy i schizofreniczny zapis ze środka głowy, w której nadmiar głosów zabijany jest m.in. medykamentami (ze skutkami obocznymi). Muzycznie natomiast jest nie tylko ciężko, ale i znacznie bardziej metalicznie.

Apogeum albumu stanowi utwór tytułowy. To opowieść drogi przez życie, pełnej przeszkód i niepowodzeń, ale z morałem. Ten skierowany jest do dziecka i sprowadza się w dużej mierze do niepoddawania się przeciwnościom, zaś regularnie powtarzane, mocno crobwarowe ‘breathe’, ma w sobie zarówno złowieszczość, jaki i swego rodzaju… doradztwo. Z kolei „Stayer”, bujający się między doomem, a stonerem, dotyka upadku bliskiej osoby i braku zgody na taki stan rzeczy. Tutaj też słychać bodaj najczystszą partię wokalną z całej płyty – głos Tomasza w tych fragmentach jest pełen rozpaczy, a chwilę później przechodzi we wściekłość. Donos z dna (wszelakiego) zawiera się w wieńczącym „Forlorn”. Najmniej jednak pasuje do całości ze względu na swoją muzyczną ‘standardowość’.

Pomimo literackiego pesymizmu, „Total Lung Capacity” w zestawieniu z takim muzycznym anturażem, wypada dość przekonująco i sprawnie. Fani sludge’u i doomu powinni być tym wydawnictwem raczej urzeczeni, zwłaszcza, że nie ma po nim sonicznego kaca, a sam czas trwania (niespełna 30 minut) sugeruje ponowne odtworzenie.

MACIEJ MAJEWSKI

Powiązane materiały