Stereolab – Instant Holograms On Metal Film

Pierwszy od 15 lat premierowy materiał od mistrzów retro-futurystycznego avant-popu to rewitalizacja ich brzmienia i jakże potrzebny powrót we właściwym dla nich czasie.
Nowy album Stereolab to kolejny ciekawy powrót do ‘świata żywych’ zespołu, który w połowie lat 90., wpłynął na całe pokolenie szerszej alternatywy – luźno powiązanej rodziny gatunków stojących w opozycji do mainstreamowego rocka, oraz panoszącej się wówczas sceny klubowej. To oni jako jedni z pierwszych powiedzieli ‘nie’ nachalnej nowoczesności, sięgając po instrumenty i brzmienia z poprzednich epok, tworząc własny, unikatowy styl zainspirowany latami obsesyjnego wsłuchiwania się w nieznane szerzej albumy. Obok takich ekip jak Tortoise, Yo La Tengo, czy Broadcast, nie bali się spoglądać w przeszłość w poszukiwaniu źródeł inspiracji, gotowi ukazywać publiczności brzmienie z innego czasu, ale w nowej odsłonie.
To właśnie wobec stylu Stereolab zaczęto śmiało używać w recenzjach takich chwytliwych określeń jak ‘vintage’ czy ‘retro-futuro’. Nigdy nie przebili się do mainstreamu, ale zainspirowali całe rzesze późniejszych zespołów wykorzystujących tą samą filozofię; gdyby nie Stereolab, nie mielibyśmy AIR, podobnie jak nie byłoby Stereolab bez Pizzicato Five. To między innymi dzięki nim muzyka elektroniczna zaczęła wychodzić z klubów i wracać do domu, ‘pod strzechy’; tam gdzie słucha się płyt z równą pasją, z jaką słuchali ich Tim Gane i Laetitia Sadier – twórcy Stereolab. To dzięki ich zamiłowaniu do odmiennych stylów krautrock i chanson (czyli piosenki francuskiej) Stereolab zyskało to unikatowe, ciepłe brzmienie z którego słyną po dziś dzień.
Ich nowa płyta „Instant Holograms On Metal Film” to dowód na to, że 15 lat nie ma znaczenia, gdy zespół odnalazł swój styl i nie musi dłużej kombinować. To krążek, który nie odbiega w sposób radykalny od tego, co Stereolab prezentowali na przestrzeni ubiegłych lat; a mimo to brzmi doskonale, świeżo, witalnie i radośnie, jak długo oczekiwana dobra wiadomość. Gdy artyście udaje się dostąpić tego niebywałego szczęścia i odkryć swój niepowtarzalny styl, wtedy trudno jest mu z premedytacją i na przekór od niego odstąpić. To paradoks twórczy – ściskając w ręku ‘kamień filozoficzny’, czyli swoją tożsamość – czy konieczna jest umyślna rezygnacja z niej pod groźbą oskarżeń o powtarzalność i ‘odcinanie kuponów’ na kolejnych płytach?
Wydaje się, że właśnie taki punkt widzenia przyjęli Stereolab wydając nowy krążek; ostatecznie, to zespół kreatywny, a nie tylko odtwórczy. Ich tożsamość została zbudowana na czymś, co już było, ale zostało zapomniane; teraz, w podobny sposób, przypominają publiczności o samych sobie, prezentując coś, co już niejednokrotnie miało miejsce wcześniej, ale w innym czasie. Ta ich mieszanka motorycznego, krautrockowego rytmu, fizyczne ciepło bijące od tych piosenek niczym kolorowych wykładzin w hotelu Tranquility Base, oraz głos Laetiti – gdzieś pomiędzy chłodem Nico a słodyczą Astrud Gilberto – to wszystko stanowi od ponad 30 lat firmowy przepis na inspirującą twórczość i znak rozpoznawczy. I po dziś dzień to nie ulega żadnym zmianom.
W czym zatem „Instant Holograms On Metal Film” wygrywa w porównaniu ze starszym materiałem Stereolab i jak to w ogóle wypada po 15 latach ciszy? Okazuje się, że była ona muzykom po prostu potrzebna, aby odpocząć od siebie i przełożyć środek ciężkości twórczej na swoje projekty poboczne. Tak następuje najczęściej wtedy, gdy muzycy czują, że wyczerpuje się pewna formuła, a każda kolejna płyta jest już wyciskaniem tej samej cytryny. Nie będę ukrywał, że nawet klasyczne płyty Stereolab bardzo różnie się zestarzały; dlatego witam album „Instant Holograms On Metal Film” z dużą radością, albowiem jest to płyta, która przypomina nam stare sprawdzone sztuczki i metody, ale z dawką nowego entuzjazmu i klarowności w działaniu.
Tam, gdzie klasyczne płyty Stereolab mogą po latach brzmieć lekko nudnawo i jednorodnie, tam „Instant Holograms On Metal Film” wygrywa witalnością i rozmaitością. Do tego przejrzysta, jasna i przyjemna w dotyku produkcja daje to jakże typowe dla nich uczucie komfortu, ‘easy listening’, jakie osiągnęło szczyt popularności w barach i kawiarniach na przełomie lat 90 i 00. Teraz, w innej rzeczywistości, okazuje się, że Stereolab nie stracili nic z ówczesnego uroku. Ich brzmienie jest cały czas aktualne i świetnie wypada jako scenografia dla stref komfortu, dźwiękobraz wypełniający pomieszczenia w których przebywamy często i chętnie. To spacer po centrum handlowym, gdzie hologramy hipnotyzują nas po francusku do zakupu byle czego.
Warto podkreślić, że „Instant Holograms On Metal Film” to nie tylko komfort brzmienia retro i futurystyczna wata cukrowa. To także spora dawka melancholii i rozczarowania teraźniejszością, przykryta krętym, taśmowym rytmem, wesołą marimbą, ciepłem organów Wurlitzera i ćwierkaniem fletu. Sporo tu chwil zadumy, co nie stanowiło typowego elementu ich brzmienia w latach ubiegłych. Właśnie ten kontrapunkt i zróżnicowanie temperatur, w połączeniu z dynamiką tej płyty i swobodnym przepływie elektryczności przez wszystkie kompozycje daje ten jakże pożądany efekt świeżości i potencjału do wielokrotnego odsłuchu. Bardzo udany powrót, rewitalizujący jakże potrzebne brzmienie w zupełnie nowym czasie.
JAKUB OŚLAK

