Szczerbiec / Osenkowski / Madajski - The Last Scavenger

RecenzjaMarcin KnapikSzczerbiec / Osenkowski / Madajskiwydawnictwo własne2020
Szczerbiec / Osenkowski / Madajski - The Last Scavenger

"The Last Scavenger" to trzecie wydawnictwo cenionego polskiego gitarzysty Michała Szczerbca. Przy pracy nad płytą towarzyszyło mu kilku uznanych muzyków.

„The Last Scavenger” to płyta stworzona przez trzech muzyków (wraz z gośćmi). Michał Szczerbiec jest gitarzystą, wokalistą, kompozytorem, tekściarzem i aktorem, który ma za sobą występy m.in. na Ochota Blues Festival czy Warsaw Guitar Night. Arek Osenkowski ma za sobą między innymi działalność w zespole Funktet w latach 90. i współpracę z Magdą Piskorczyk i zespołem Stare Dobre Małżeństwo. Wojciech Madajski zaś jest pianistą, basistą sesyjnym, a także właścicielem studia nagrań Blues Records. Muzyka na tej płycie, jak mówi Szczerbiec, „tworzy dźwiękową opowieść układającą się w swoisty film w Waszej wyobraźni”.

Płytę można muzycznie podzielić na kilka części, choć nosi w sobie znamiona albumu koncepcyjnego. Przejawia się to m.in. w przejściach między utworami, na które często składają się odgłosy natury. Zresztą Michał Szczerbiec opisując płytę mówi tak: „Natura, flora i fauna są nam tak bliskie i potrzebne do funkcjonowania. Człowiek w ostatnim czasie zatracił się w swojej arogancji do Świata. Cierpią zwierzęta, cierpimy my”. Stąd pewnie tak chętne sięganie do dźwięków natury, odgłosów zwierząt. Album jest prawie w całości instrumentalny. Prawie, bo na koniec mamy dwa utwory z tekstami.

Pierwsze pięć kompozycji to przyjemne granie duetu gitara akustyczna – flet. W „Sleepless” i „The Chance” dochodzi jeszcze wiolonczelistka Agnieszka Markanicz, zaś w „Raindrops & Snowflakes” – pianista Jacek Prokopowicz. To przyjemne granie ma w sobie wiosenną zwiewność. Flet przywołuje skojarzenia z takimi kapelami jak Jethro Tull. W „The Wanderer’s Hut” zmienia się trochę krajobraz muzyczny. Do gitary i fletu dochodzą harmonijka i saksofon. Robi się spokojniej, bardziej refleksyjnie.


Druga część płyty jest bogatsza w dźwięki. „The Secret” i „Waves” brzmią bardziej jazzująco. Kontynuujemy wyprawę po krainach spokojności. Tutaj w duecie z gitarą występuje saksofon. Dźwięki natury, morskich mew pełnią zaś nie tylko rolę przejść między utworami, ale i są wplątane w kompozycje. Bardzo jazzowy jest saksofon na początku „Waves”. „Piccola” (najdłuższy utwór na płycie – 7 minut) oraz „Next” łączą zaś w sobie oba główne połączenia instrumentów występujące na płycie: jest i wspólna gra gitary i fletu oraz wspólna gra gitary i saksofonu. Dzięki temu jest i folkowo i zahaczamy muzycznie o rejony poezji śpiewanej. A na sam koniec mamy dwa utwory zahaczające o rejony poezji śpiewanej także tekstowo, bo są to refleksyjne utwory, w których jest tekst: „Dziurawe serce” i „Wodospady”.

Prawie godzina albumu przynosi słuchaczowi bardzo przyjemną podróż, której towarzyszy obrazowa muzyka. Można się odprężyć, zrelaksować, a przy okazji wsłuchać się w muzykę i przewijające się przez płytę odgłosy przyrody.

Powiązane materiały